*Rosali*
Chodziliśmy po Dortmundzie. Chłopaki oprowadzali mnie po tym pięknym mieście, bo nie wiedziałam gdzie co jest. Gdy tylko widziałam jakiś sklep, to błagałam, abyśmy tam weszli, lecz nawet mała Ann mi nie pomagała.
- Ejj, jeżeli nie wejdziemy do tego sklepu, to nigdzie więcej z Wami nie idę i nie gadam! - powiedziałam nagle zatrzymując się i pokazując ręką w kierunku jakiegoś sklepu, nie patrząc z czym jest.
- A będziesz pytała się nas, czy dobrze w tym wyglądasz? - zapytał Piszczek, uśmiechając się do Błaszczykowskiego.
- Ehh, no dobra. - odpowiedziałam.
- To możemy iść. - powiedział dumnie Piszczek.
Odwróciłam się w kierunku sklepu i mnie zamurowało. Sklep, który wskazywałam ręką był z bielizną.. Spojrzałam na Piszczka.
- Wiedziałeś! - powiedziałam.
- Ano wiedziałem! Kubulku idź z Ann na ciastka, lub lody, a my pójdziemy wybierać ubrania.. - powiedział dumnie.
- Kubulku to, Kubulku tamto, Kubulku sramto.. - bełkotał Kuba.
- Coś mówiłeś? - zapytał Łukasz.
- Nie nic. - odpowiedział i wziął za rękę Ann.
Po chwili już ich nie było widać, gdyż zniknęli za budką z lodami.
- To co idziemy? - zapytał Łukasz.
- Do tego sklepu? Niee, ale do tego obok tak.. - odpowiedziałam.
- Hmm, buty z korkami i conversami? Może być.
- No to idziemy!
Weszliśmy do środka i zaczęliśmy oglądać buty.
- Ooo, patrz jakie te ładne. - powiedział Łukasz.
- To sobie kup. - odpowiedziałam.
- No, ale mi są niepotrzebne, a poza tym do Ciebie pasują.
- Hhaha, chcesz, żeby było mnie widać tak jak Lewego podczas meczu?
- Hhaha, noo. Fajnie to wygląda. Różnisz się przynajmniej czymś od innych i jesteś wyjątkowa.
- Tak, tak.
- To co kupujesz?
- Pod warunkiem, że Ty kupisz te i zagrasz w nich przynajmniej pięć meczy.
- Co Ty, tylko pięć? Zagram w nich nawet dziesięć. - powiedział i wziął je do ręki, po czym podszedł do kasy.
Ja nie patrząc na niego, skierowałam się do półek z conversami. Wybrałam dwie pary. Wzięłam je do ręki i skierowałam się do kasy.
- Długo każesz na siebie czekać. - powiedział Łukasz.
- I tak szybko wybrałam te buty. - odpowiedziałam.
- Kochanie, nie zapomnij, że musimy iść też do sklepu z bielizną kupić Ci jakąś seksowną.. - powiedział i dał mi buziaka w policzek.
Spojrzałam na niego krzywo, a on tylko mrugnął do mnie okiem. Spojrzałam wtedy na kasjerkę i już rozumiałam.. Biedny Łukasz.. Kobieta wyglądała jakby chciała uprawiać z nim sex w tej chwili! Tu i teraz, nawet przy świadkach.. Łukasz chyba zobaczył te minę i dlatego, zaczął gadać o mojej bieliźnie..
- Ohh, tak.. Prawie zapomniałam.. Mmmrr, ale będzie się działo dzisiejszej nocy, tylko będzie trzeba sąsiadów nie obudzić. - powiedziałam i uśmiechnęłam się do niego.
Kasjerka prawie, że wybuchła. Zapłaciliśmy i wyszliśmy ze sklepu, gdy tylko zniknęliśmy z pola jej widzenia wybuchliśmy niepohamowanym śmiechem.
- Hhaha, nie obudzić sąsiadów? Hhahaha, zawsze umiesz coś wymyślić! - powiedział i zaczął się jeszcze bardziej śmiać.
- Noo, ja mądra. - odpowiedziałam i chciałam mu dać buziaka w policzek, ale on wtedy odwrócił twarz i pocałowałam go w usta. Łukasz poczuł to i zaczął mnie delikatnie całować, czekając na zgodę. Odwzajemniłam pocałunek. Zaczął mnie całować coraz namiętniej.
- Jesteście w miejscu publicznym. - powiedział jakiś przechodni.
Oderwaliśmy się od siebie i popatrzyliśmy się na przechodniego, po czym zaczęliśmy się śmiać.
Łukasz złapał mnie za rękę i skierowaliśmy się w stronę budki z lodami. Nagle zatrzymał się i popatrzył na mnie.
- Czy to oznacza, że.. Że.. Że.. - zaczął dukać.
- Że co? - zapytałam.
- Że jesteśmy razem? - dokończył.
- A chciałbyś? - zapytałam uśmiechając się.
- A nie? - odpowiedział pytaniem na pytanie.
- No nie wiem..
- To co jesteśmy razem?
- No skoro tak nalegasz, no to możemy być razem.. - odpowiedziałam i dałam mu buziaka w policzek.
Podeszliśmy do Kuby i Ann i usiedliśmy obok nich. Zamówiliśmy lody, a potem skierowaliśmy się w stronę domu.
Ojej! Przepraszam, że dopiero teraz, ale wcześniej nie widziałam tych wszystkich komentarzy! Nawet nie wiecie jak mi się mordka cieszyła, kiedy zobaczyłam, że znalazło się te 10 osób, które nadal chcą czytać to opowiadanie! KOCHAM WAS MISIACZKI! ♥♥♥
piątek, 28 czerwca 2013
czwartek, 6 czerwca 2013
ODWIESZAM?!
Heeeeejka! Co tam u Was? Zagląda jeszcze ktoś czasem na tego bloga? Jeżeli tak, to mam dla Was niespodziankę! Od 2 kwietnia, minęło sporo czasu i ostatnio mam nową wenę twórczą i nawet pomysły na dalszy ciąg tego opowiadania! Dlatego, jeżeli chcielibyście poczytać dalsze rozdziały na tym blogu to komentujcie! :)
10 KOMENTARZY = DALSZY CIĄG BLOGU! :D :D :D
10 KOMENTARZY = DALSZY CIĄG BLOGU! :D :D :D
wtorek, 2 kwietnia 2013
ZAWIESZAM!
Cześć, chciałabym napisać, że zawieszam bloga. Nie mam pomysłu jak losy bohaterek mają się potoczyć. Nie mam jakoś weny na tego bloga. Zostanie zawieszony do chwili powrotu mojej weny. No, ale jeżeli ktoś się tym zmartwił (choć wątpię) to nie zostawiam Was bez mojego opowiadania. Dzisiaj właśnie założyłam nowego bloga. Pomysł na niego miałam od jakiegoś miesiąca, lecz nie mogłam zabrać się za pisanie. Dzisiaj stworzyłam już stronę i są bohaterowie.. Jestem również w trakcie pisania PROLOGU, więc będzie on na bieżąco, bo teraz mam całkiem inny plan niż do tego bloga! :)
LINK DO NOWEGO BLOGA : http://smierc-to-poczatek-czegos-niezwyklego.blogspot.com/
A, więc zapraszam! :)
No i do zobaczenia kiedyś tam na tym blogu :*
LINK DO NOWEGO BLOGA : http://smierc-to-poczatek-czegos-niezwyklego.blogspot.com/
A, więc zapraszam! :)
No i do zobaczenia kiedyś tam na tym blogu :*
sobota, 2 marca 2013
ROZDZIAŁ XII
*Diana*
Rosali wróciła późno. Nie chciałam, żeby uważała, że jestem jak jej mama, dlatego nie poszłam do niej. Czuję, że tam coś się stało, nie wiem czy dobrego czy złego, ale coś na pewno! Wyszłam z pokoju i skierowałam się schodami w dół do kuchni. Zrobiłam dla siebie kawę, a dla Ann śniadanie, bo pewnie za jakąś chwilę się obudzi. Jednak po chwili w drzwiach nie widziałam małej tylko Rosali.
- Hejka Dianka. - powiedziała od progu uśmiechając się szeroko.
- No hej, czy coś od wczoraj się zmieniło, czy mi się tylko wydaje? - zapytałam.
- Wydaje Ci się. Znaczy, jeżeli lekką przemianę w głowie zalicza się do ,,wielkich" zmian no to coś się zmieniło.
- A co sobie zmieniłaś w tej ,,mądrej" główce?
- Ej! Jestem mądra i mi nie zaprzeczaj!
- No jasne, ze jesteś! To co sobie poukładałaś?
- Łukasz wczoraj powiedział, że muszę posłuchać swoich rad..
- Hahahahahah, głupku. Dawałaś mu rady, a sama masz taki problem?
- Skąd wiedziałaś?!
- Zgadywałam, a jaki jest ten problem?
- Śmierć kogoś bliskiego.. - powiedziała ściszając głos.
- Marcin..?
- Taa, u mnie Marcin, u niego Ewa..
- Ewa umarła?!
- Tak, miała jakiś wypadek, a co?
- No bo wszystkie media, teraz coś gadają, ze się rozstali, dlatego, że podobno Piszczek znalazł sobie nową dziewczynę..
- Ewa miała wypadek samochodowy, jeżeli się nie mylę..
- Noo i tak to jest wierzyć mediom. Z jakiejś katastrofy zrobią zdradę..
- Nom.
- No, ale co sobie poukładałaś?
- Żeby nie myśleć już o Marcinie, bo to przeszłość.. Trzeba żyć chwilą! - powiedziała uśmiechając się i szybko poleciała na górę.
Hmm, może trochę prawdy gada.
- Diana.. Zlobilas mi sniadanie? - zapytała mała wchodząc do środka pomieszczenia.
- No witaj Ann, zrobiłam!
- A wies, ze mama mi dopielo lobila, gdy poplosilam?
- Ooo, ale nie dobra mama!
- Noo, Diana, a moze zostanies u nas na zawse?
- Hhaha, Ann, ja mam swój dom.
- A wujek Lobelt?
- Co wujek Robert?
- Psyjdzie do nas?
- A nie wiem, a co?
- No bo lubię wujka Lobiego i Ciebie tes Diana lubie. - powiedziała uśmiechając się.
- Aaa, no dobra! Siadaj i jedz, a ja pójdę się ubrać, dobra?
- Dobla.
Poszłam na górę i zaczęłam grzebać w szafie. Spojrzałam za okno, było gorąco. W końcu coś znalazłam. Ubrałam się i zeszłam na dół. Siedziała tam znowu Rosali razem z Ann i o czymś rozmawiały. Gdy zobaczyłam, że idę zaczęły się uśmiechać.
- Diana, zabieram dzisiaj Ann na zakupy. - powiedziała Rosali
- Było mówić wcześniej, bym się ubrała w coś bardziej wyjściowego.
- Emm, Diana JA zabieram, a Ty siedzisz w domu..
- Ej no! Jak to?
- Dzwonił Piszczek i powiedział, że Lewy ma wpaść z Kubą i z nim no to się ja z Piszczkiem, Kubą i Ann zmyjemy, a Ty z nim zostaniesz..
- Głupia jesteś! Za ile mają być? - zapytałam, lecz nie zdążyła mi odpowiedzieć bo zadzwonił dzwonek. Spojrzałam na nią wzrokiem zabójcy, a ona tylko się uśmiechnęła i poszła otworzyć.
- Hej Diana! - krzyknął Kuba.
- No hej.
- Siema Diana! - powiedział Piszczek podchodząc już bliżej.
- Hej, hej. Hej Robert. - powiedziała wyprzedzając go.
- Ej no, chcieliśmy tak w kolejności mówić! - krzyknął Kuba.
- Domyśliłam się, dlatego powiedziałam szybciej. - powiedziałam i zaczęłam się śmiać.
Siedzieliśmy i graliśmy w fifę, w pewnym momencie Rosali powiedziała, że ona idzie z Ann na zakupy i się zaczęła pytać kto idzie z nią. Kuba i Łukasz od razu wstali i wyszli, a ja z Lewym zostałam.
- To co robimy? - zapytał Lewy.
- Co powiesz na obejrzenie jakiegoś filmu?
- Co proponujesz?
- Ty wybierasz. Nie wiem jakie filmy ma Sebastian, dlatego idź i poszukaj jakiegoś.
Robert podszedł do szafki i zaczął czegoś szukać, a ja poszłam przygotować napoje. Gdy wróciłam, w pomieszczeniu było już ciemno, tylko światło od telewizora oświetlało pokój.
- Co wybrałeś?
- Nieodebrane połączenie.
- Ooł, nie lubię horrorów.
- Oj nie bój się.
Zaraz po zaczęciu się filmu byłam przestraszona. Zaczęłam przytulać się do Roberta. W pewnym momencie on nachylił się i zaczął mnie całować. Po moim ciele przeszedł miły dreszcz.
- Jedziemy do mnie? - zapytał odrywając się ode mnie.
- Daleko jest?
- Niee.
- No to jedziemy.
Wyłączyliśmy telewizor i zamknęliśmy dom. Weszliśmy do samochodu, a ja napisała do Rosali, ze nie będzie mnie na noc w domu. Po chwili weszliśmy do jego domu. Wziął mnie na ręce i zaniósł do pokoju. Była to jego sypialnia. Nasze ciuchy ,,latały" po całym pokoju. Gdy byliśmy już tylko w bieliźnie zaczął mnie całować od szyi w dół. Za każdym razem, gdy ustami dotykał mojego ciała przechodziły po mnie miłe dreszcze. W końcu jednym ruchem ręki zdjął ze mnie bieliznę, a ja nie zostałam mu dłużna. Po chwili czułam już całego Roberta w sobie.
Rosali wróciła późno. Nie chciałam, żeby uważała, że jestem jak jej mama, dlatego nie poszłam do niej. Czuję, że tam coś się stało, nie wiem czy dobrego czy złego, ale coś na pewno! Wyszłam z pokoju i skierowałam się schodami w dół do kuchni. Zrobiłam dla siebie kawę, a dla Ann śniadanie, bo pewnie za jakąś chwilę się obudzi. Jednak po chwili w drzwiach nie widziałam małej tylko Rosali.
- Hejka Dianka. - powiedziała od progu uśmiechając się szeroko.
- No hej, czy coś od wczoraj się zmieniło, czy mi się tylko wydaje? - zapytałam.
- Wydaje Ci się. Znaczy, jeżeli lekką przemianę w głowie zalicza się do ,,wielkich" zmian no to coś się zmieniło.
- A co sobie zmieniłaś w tej ,,mądrej" główce?
- Ej! Jestem mądra i mi nie zaprzeczaj!
- No jasne, ze jesteś! To co sobie poukładałaś?
- Łukasz wczoraj powiedział, że muszę posłuchać swoich rad..
- Hahahahahah, głupku. Dawałaś mu rady, a sama masz taki problem?
- Skąd wiedziałaś?!
- Zgadywałam, a jaki jest ten problem?
- Śmierć kogoś bliskiego.. - powiedziała ściszając głos.
- Marcin..?
- Taa, u mnie Marcin, u niego Ewa..
- Ewa umarła?!
- Tak, miała jakiś wypadek, a co?
- No bo wszystkie media, teraz coś gadają, ze się rozstali, dlatego, że podobno Piszczek znalazł sobie nową dziewczynę..
- Ewa miała wypadek samochodowy, jeżeli się nie mylę..
- Noo i tak to jest wierzyć mediom. Z jakiejś katastrofy zrobią zdradę..
- Nom.
- No, ale co sobie poukładałaś?
- Żeby nie myśleć już o Marcinie, bo to przeszłość.. Trzeba żyć chwilą! - powiedziała uśmiechając się i szybko poleciała na górę.
Hmm, może trochę prawdy gada.
- Diana.. Zlobilas mi sniadanie? - zapytała mała wchodząc do środka pomieszczenia.
- No witaj Ann, zrobiłam!
- A wies, ze mama mi dopielo lobila, gdy poplosilam?
- Ooo, ale nie dobra mama!
- Noo, Diana, a moze zostanies u nas na zawse?
- Hhaha, Ann, ja mam swój dom.
- A wujek Lobelt?
- Co wujek Robert?
- Psyjdzie do nas?
- A nie wiem, a co?
- No bo lubię wujka Lobiego i Ciebie tes Diana lubie. - powiedziała uśmiechając się.
- Aaa, no dobra! Siadaj i jedz, a ja pójdę się ubrać, dobra?
- Dobla.
Poszłam na górę i zaczęłam grzebać w szafie. Spojrzałam za okno, było gorąco. W końcu coś znalazłam. Ubrałam się i zeszłam na dół. Siedziała tam znowu Rosali razem z Ann i o czymś rozmawiały. Gdy zobaczyłam, że idę zaczęły się uśmiechać.
- Diana, zabieram dzisiaj Ann na zakupy. - powiedziała Rosali
- Było mówić wcześniej, bym się ubrała w coś bardziej wyjściowego.
- Emm, Diana JA zabieram, a Ty siedzisz w domu..
- Ej no! Jak to?
- Dzwonił Piszczek i powiedział, że Lewy ma wpaść z Kubą i z nim no to się ja z Piszczkiem, Kubą i Ann zmyjemy, a Ty z nim zostaniesz..
- Głupia jesteś! Za ile mają być? - zapytałam, lecz nie zdążyła mi odpowiedzieć bo zadzwonił dzwonek. Spojrzałam na nią wzrokiem zabójcy, a ona tylko się uśmiechnęła i poszła otworzyć.
- Hej Diana! - krzyknął Kuba.
- No hej.
- Siema Diana! - powiedział Piszczek podchodząc już bliżej.
- Hej, hej. Hej Robert. - powiedziała wyprzedzając go.
- Ej no, chcieliśmy tak w kolejności mówić! - krzyknął Kuba.
- Domyśliłam się, dlatego powiedziałam szybciej. - powiedziałam i zaczęłam się śmiać.
Siedzieliśmy i graliśmy w fifę, w pewnym momencie Rosali powiedziała, że ona idzie z Ann na zakupy i się zaczęła pytać kto idzie z nią. Kuba i Łukasz od razu wstali i wyszli, a ja z Lewym zostałam.
- To co robimy? - zapytał Lewy.
- Co powiesz na obejrzenie jakiegoś filmu?
- Co proponujesz?
- Ty wybierasz. Nie wiem jakie filmy ma Sebastian, dlatego idź i poszukaj jakiegoś.
Robert podszedł do szafki i zaczął czegoś szukać, a ja poszłam przygotować napoje. Gdy wróciłam, w pomieszczeniu było już ciemno, tylko światło od telewizora oświetlało pokój.
- Co wybrałeś?
- Nieodebrane połączenie.
- Ooł, nie lubię horrorów.
- Oj nie bój się.
Zaraz po zaczęciu się filmu byłam przestraszona. Zaczęłam przytulać się do Roberta. W pewnym momencie on nachylił się i zaczął mnie całować. Po moim ciele przeszedł miły dreszcz.
- Jedziemy do mnie? - zapytał odrywając się ode mnie.
- Daleko jest?
- Niee.
- No to jedziemy.
Wyłączyliśmy telewizor i zamknęliśmy dom. Weszliśmy do samochodu, a ja napisała do Rosali, ze nie będzie mnie na noc w domu. Po chwili weszliśmy do jego domu. Wziął mnie na ręce i zaniósł do pokoju. Była to jego sypialnia. Nasze ciuchy ,,latały" po całym pokoju. Gdy byliśmy już tylko w bieliźnie zaczął mnie całować od szyi w dół. Za każdym razem, gdy ustami dotykał mojego ciała przechodziły po mnie miłe dreszcze. W końcu jednym ruchem ręki zdjął ze mnie bieliznę, a ja nie zostałam mu dłużna. Po chwili czułam już całego Roberta w sobie.
PRZEPRASZAM, ŻE TAK DŁUGO NIE DODAWAŁAM ŻADNEGO ROZDZIAŁU, ALE MIAŁAM BRAK WENY! TERAZ COŚ CZUJĘ, ŻE TA WENA POWRACA! :) A TY, JEŻELI CHCIAŁBYŚ/CHCIAŁABYŚ BYĆ INFORMOWANA/Y O NOWYCH ROZDZIAŁACH TO ZOSTAW JAKIŚ KONTAKT DO SIEBIE! :) :)
sobota, 26 stycznia 2013
ROZDZIAŁ XI
*Rosali*
Obudził mnie dźwięk telefonu. Był to sms od numeru nieznanego ,,Pomogłabyś mi dzisiaj z tymi wszystkimi rzeczami? Piszczek" Chwilę się zastanowiłam, czy jestem gotowa, aby znowu na niego patrzeć i przypomnieć sobie Marcina.. Ale po krótkim namyśle odpisałam ,,Okej, gdzie mam przyjść? Rosali". Nie musiałam długo czekać na odpowiedź ,,O 14:00 będę pod ,,Twoim" domem :)" Zorientowałam się, że została mi godzina. Szybko zerwałam się z łóżka. Ubrałam się i poszłam na dół. Diana już tam siedziała.
- I jak się czujesz mała? - zapytała.
- Dobrze, za godzinę już mnie nie będzie.
- Gdzie lecisz?
- Piszczek..
- Rosali..
- Dam radę. A jak nie to wyjdę..
- Na pewno?
- Tak.
W ciszy zjadłam śniadanie. Potem poszłam po telefon i zeszłam na dół siadając przed telewizor. Leciał właśnie mecz Realu z Barceloną. Gdybym miała czas to bym obejrzała, no ale brakuje mi czasu. Po chwili usłyszałam hamowanie samochodu i wark gasnącego silnika. Wyłączyłam telewizor i wyszłam na zewnątrz.
- Cześć. - powiedział Łukasz.
- No hej.
- Jedziemy?
- Tak.
Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy.
- Czemu wczoraj wyszłaś bez pożegnania?
- Jakoś tak wyszło. - wtedy znowu na niego popatrzyłam i wspomnienie powtórnie wróciły. Odwróciłam się twarzą do szyby, a resztę drogi spędziliśmy w milczeniu.
Gdy dojechaliśmy na miejsce Łukasz wyszedł i otworzył mi drzwi. Próbowałam na niego nie patrzeć. Weszliśmy do środka. Dom na zewnątrz był duży, ale w środku wydawał się całkiem inny.
- Od czego zaczynamy? - zapytałam.
- Sypialnia?
- Okej.
Weszliśmy schodami na górę. Łukasz w końcu otworzył mi drzwi do któregoś z pomieszczeni. Weszliśmy do środka. Było tam gigantyczne łóżko oraz szafy i drzwi prowadzące pewnie do łazienki. Na wszystkich półkach i szafach były zdjęcia Łukasza z jakąś dziewczyną lub kolegami z drużyny.
- Ładna. - powiedziałam patrząc na jedno ze zdjęć Łukasza i Ewy, bo tak podobno miała na imię ta dziewczyna.
- Noo.
Zaczęliśmy pakować wszystkie zdjęcia i rzeczy Ewy do pudełka. Potem przechodziliśmy do kolejnych pokoi. Na koniec Łukasz zostawił salon. Gdy on jeszcze coś robił w jednym z pokoi ja zeszłam na dół zobaczyć jaki jest wynik meczu Realu z Barceloną. Włączyłam telewizor i zaczęłam oglądać. Był remis, więc nie najgorzej.
- Kibic Realu czy Barcelony? - zapytał Łukasz widząc, że oglądam mecz.
- Borussii Dortmund - odpowiedziałam patrząc nadal na ekran.
Łukasz usiadł obok mnie.
- Dlaczego na mnie dzisiaj nie patrzyłaś? Nie lubisz być w moim towarzystwie? Jeżeli nie chcesz tu być to mogę Cię odwieść.
- Nie to nie tak.
- A jak?
- Ehh. nie ważne.
- Rosali..
- Teraz salon?
- Rosali.. spójrz na mnie.
Wtedy na niego popatrzyłam. Patrzył tak podobnym wzrokiem jak Marcin kiedyś jak coś zrobiłam nie tak jak powinnam. Rozpłakałam się. On mnie przytulił. Kiedy się już uspokoiłam on zaczął rozmowę.
- Czemu płaczesz?
- No bo.. przypominasz mi kogoś..
- Kogo?
- Mojego brata..
- Tego.. tego co opowiadałaś, że umarł?
- Tak.. Tego..
- Rosali.. Pamiętasz jak wtedy na kładce mówiłaś, że trzeba zapomnieć o przeszłości, a żyć chwilą?
- Mhm.
- Właśnie! Spróbuj zapomnieć o bracie. Spróbuj na mnie patrzeć i nie uważać że jestem Twoim zmarłym bratem, lecz Łukaszem Piszczkiem! Prooszę! - powiedział uśmiechając się.
- Emm.
- Spróbuj.
- No dobra.
Potem rozmawialiśmy jeszcze dłuższy czas, a około 23 odwiózł mnie do domu.
UWAGA!
Obudził mnie dźwięk telefonu. Był to sms od numeru nieznanego ,,Pomogłabyś mi dzisiaj z tymi wszystkimi rzeczami? Piszczek" Chwilę się zastanowiłam, czy jestem gotowa, aby znowu na niego patrzeć i przypomnieć sobie Marcina.. Ale po krótkim namyśle odpisałam ,,Okej, gdzie mam przyjść? Rosali". Nie musiałam długo czekać na odpowiedź ,,O 14:00 będę pod ,,Twoim" domem :)" Zorientowałam się, że została mi godzina. Szybko zerwałam się z łóżka. Ubrałam się i poszłam na dół. Diana już tam siedziała.
- I jak się czujesz mała? - zapytała.
- Dobrze, za godzinę już mnie nie będzie.
- Gdzie lecisz?
- Piszczek..
- Rosali..
- Dam radę. A jak nie to wyjdę..
- Na pewno?
- Tak.
W ciszy zjadłam śniadanie. Potem poszłam po telefon i zeszłam na dół siadając przed telewizor. Leciał właśnie mecz Realu z Barceloną. Gdybym miała czas to bym obejrzała, no ale brakuje mi czasu. Po chwili usłyszałam hamowanie samochodu i wark gasnącego silnika. Wyłączyłam telewizor i wyszłam na zewnątrz.
- Cześć. - powiedział Łukasz.
- No hej.
- Jedziemy?
- Tak.
Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy.
- Czemu wczoraj wyszłaś bez pożegnania?
- Jakoś tak wyszło. - wtedy znowu na niego popatrzyłam i wspomnienie powtórnie wróciły. Odwróciłam się twarzą do szyby, a resztę drogi spędziliśmy w milczeniu.
Gdy dojechaliśmy na miejsce Łukasz wyszedł i otworzył mi drzwi. Próbowałam na niego nie patrzeć. Weszliśmy do środka. Dom na zewnątrz był duży, ale w środku wydawał się całkiem inny.
- Od czego zaczynamy? - zapytałam.
- Sypialnia?
- Okej.
Weszliśmy schodami na górę. Łukasz w końcu otworzył mi drzwi do któregoś z pomieszczeni. Weszliśmy do środka. Było tam gigantyczne łóżko oraz szafy i drzwi prowadzące pewnie do łazienki. Na wszystkich półkach i szafach były zdjęcia Łukasza z jakąś dziewczyną lub kolegami z drużyny.
- Ładna. - powiedziałam patrząc na jedno ze zdjęć Łukasza i Ewy, bo tak podobno miała na imię ta dziewczyna.
- Noo.
Zaczęliśmy pakować wszystkie zdjęcia i rzeczy Ewy do pudełka. Potem przechodziliśmy do kolejnych pokoi. Na koniec Łukasz zostawił salon. Gdy on jeszcze coś robił w jednym z pokoi ja zeszłam na dół zobaczyć jaki jest wynik meczu Realu z Barceloną. Włączyłam telewizor i zaczęłam oglądać. Był remis, więc nie najgorzej.
- Kibic Realu czy Barcelony? - zapytał Łukasz widząc, że oglądam mecz.
- Borussii Dortmund - odpowiedziałam patrząc nadal na ekran.
Łukasz usiadł obok mnie.
- Dlaczego na mnie dzisiaj nie patrzyłaś? Nie lubisz być w moim towarzystwie? Jeżeli nie chcesz tu być to mogę Cię odwieść.
- Nie to nie tak.
- A jak?
- Ehh. nie ważne.
- Rosali..
- Teraz salon?
- Rosali.. spójrz na mnie.
Wtedy na niego popatrzyłam. Patrzył tak podobnym wzrokiem jak Marcin kiedyś jak coś zrobiłam nie tak jak powinnam. Rozpłakałam się. On mnie przytulił. Kiedy się już uspokoiłam on zaczął rozmowę.
- Czemu płaczesz?
- No bo.. przypominasz mi kogoś..
- Kogo?
- Mojego brata..
- Tego.. tego co opowiadałaś, że umarł?
- Tak.. Tego..
- Rosali.. Pamiętasz jak wtedy na kładce mówiłaś, że trzeba zapomnieć o przeszłości, a żyć chwilą?
- Mhm.
- Właśnie! Spróbuj zapomnieć o bracie. Spróbuj na mnie patrzeć i nie uważać że jestem Twoim zmarłym bratem, lecz Łukaszem Piszczkiem! Prooszę! - powiedział uśmiechając się.
- Emm.
- Spróbuj.
- No dobra.
Potem rozmawialiśmy jeszcze dłuższy czas, a około 23 odwiózł mnie do domu.
UWAGA!
OSOBY, KTÓRE CHCIAŁYBY BYĆ INFORMOWANE O NOWYCH ROZDZIAŁACH PROSIŁABYM, ABY POD TYM POSTEM ZOSTAWILI SWÓJ NUMER GG! :)
sobota, 19 stycznia 2013
ROZDZIAŁ X
*Diana*
Rosali mi gdzieś zniknęła. No trudno. Dzieciaczki już poszły spać, Robert ich własnie usypia. Postanowiłam, że mu pomogę. Weszłam do domu i skierowałam się na górę. Drzwi do jednego z pokoi były uchylone. Weszłam do środka. Było tam jedno wielkie łóżko, na którym leżeli dzieci, a Lewy siedział obok na krześle i czytał im książkę. Zapalona była tu tylko lampka. Dzieciaki już spali, ale Robert nadal czytał. ,,Romeo i Julia dla dzieci". Mmm, kiedyś Ann też to czytałam. Piękna historia miłosna, tyle, że na końcu Romeo i Julia się pobierają i maja gromadkę dzieci oraz są szczęśliwi. Jak jej to pierwszy raz czytałam to chciałam też mieć takie życie, ale teraz już wiem, że to nie bajka.. A szkoda, taki Romeo by mi się przydał. Wtedy zorientowałam się, że Robert przestał czytać.
- Długo tu stoisz? - zapytał uśmiechając się.
- Niee, jakieś 5 minut, albo i mniej.
- Chodź na dół.
Przepuścił mnie w drzwiach, a potem je zamknął. Zeszliśmy na dół i skierowaliśmy się do ogrodu, gdzie rozkręcała się imprezka.
- Diana, masz wspaniałą przyjaciółkę!- zaczął krzyczeć Mario, gdy tylko podeszliśmy.
- Ooo, miło mi słyszeć, ale co ona takiego zrobiła?
- Piszczu dzisiaj był strasznie przybity, ona z nim zaczęła gadać i Go to trochę podbudowało. Nie jest idealnie tak jaki kiedyś, ale już się uśmiecha i wtrąci co jakiś czas słowo. - zaczął nawijać Mario.
- Ooo, patrz no. Jaka ona zdolna! Psychologiem powinna zostać a nie fizjoterapeutką.
-Jest fizjoterapeutką? - zapytał Kuba, wtrącając się do rozmowy.
- Noo, tak.
- Ooo, mam pomysł! A Ty?
- Co ja?
- Też jesteś fizjoterapeutką?
- No tak.
- Jaki ja jestem mądry! - zaczął cieszyć się Błaszczu i zaczął skakać W końcu się przewalił a zawartość kubka, który trzymał w ręku wylądowała na mojej koszulce.
Wtedy szybko się podniósł gdy to zobaczył i zaczął przepraszać.
- Jeju, Diana nie chciałem! Przepraszam! Głupio wyszło!
- Kuba, ale za co Ty mnie przepraszasz? - zapytałam, a Lewy stał obok patrząc na nas tak dziwnie.
- No, bo wylałem na Ciebie piwo..
- Jeju, Kuba.. Nic się nie stało!
- Na pewno?
- No na pewno, a skąd Ci się wzięło, że mi się coś stało?
- No bo wiesz, Ania.. Była Lewego by zaczęła się zaraz wydzierać i takie tam.. - zaczął mówić mi szeptem.
- Ja to nie Ania. - powiedziałam.
*Rosali*
Siedziałam i patrzyłam na Piszczka. Co jakiś czas się uśmiechał. Był strasznie podobny do mojego brata. tedy rozmawiając z nim na tej kładce, czułam się jak kiedyś podczas rozmowy z Marcinem. Tak trochę dziwne, że mam trochę nietypowe imię jak na Polkę. Moja ojciec był Niemcem. Jestem pół Niemką pół Polką. Tata postanowił, że to on wybierze imię dla mnie. No i tak się stało. Teraz właśnie zaczęłam wracać do przeszłości. Widziałam znowu to wydarzenie. Wracałam z bratem z mojego meczu. Tak rok temu grałam w piłkę. Były to zawody wojewódzkie. Przeszliśmy wtedy do krajowych! To był wspaniały wyczyn, jak na naszą drużynę! Mieliśmy wielką szansę! Mój brat cieszył się ze mną jak nikt inny. Bardzo dobrze mnie rozumiał, Dianę również. Ona często mówiła, że Marcin jest wspaniały. Cieszyliśmy się bardzo. Nie było już zbyt dużego ruchu, ale byłam przewrażliwiona na punkcie szybkiej jazdy, a na dodatek czułam się jakoś tak inaczej. Nie byłam nawet tak szczęśliwa, jak dowiedziałam się, że przeszłyśmy do wojewódzkich. Kazałam Marcinowi zwolnic. Posłuchał mnie. W pewnym momencie na światłach pojawiło się czerwone. Marcin się zatrzymał. Ale samochód za nami - ciężarówka - nie. Jechała, a była bardzo rozpędzona. Walnęła w nas. Wtedy samochód pojechał do przodu, a od strony Marcina zobaczyłam jak jedzie samochód, który znowu w nas walnął. Odlecieliśmy dość spory kawałek. Straciłam przytomność. Obudziłam się w szpitalu. Byłam w śpiączce przez 2 miesiące. Otworzyłam oczy. Zobaczyłam tam rodziców oraz znajomych. Pytali czy dobrze się czuję i takie tam. Nie mogłam za bardzo mówić, ale wydusiłam z siebie tylko kilka słów ,,Co z Marcinem?". Wszyscy poopuszczali głowy. Spojrzałam na Dianę. Powiedziała mi, że Marcin umarł. Próbowali go ratować, lecz im to nie wyszło.. Po tych słowach zaczęłam strasznie płakać. Nikt nie był w stanie mnie uspokoić. Od tamtej pory nie grałam w piłkę. Do ostatniego czasu, kiedy to pojawiliśmy się na treningu Borussii. Wszystko mi przypominało moje gole, które strzeliłam i statuetki, które leżą gdzieś na strychu w kartonach. To własnie wtedy doszłam do wniosku, że to było to co kochałam, że Marcin na pewno chciałby abym to dalej robiła, bo mówił mi wiele razy, że będę wspaniałą piłkarką. Popatrzyłam znowu na Piszczka. Uśmiechał się. Tak jak mój brat kiedyś. Łza spłynęła mi po policzku. Usiadła obok mnie Diana.
- Rosali, jestem z Ciebie dumna! - powiedziała. Wtedy odwróciłam się do niej twarzą i próbowałam uśmiechnąć, ale mi to nie wyszło. Diana zobaczyła te łzę.
- Przepraszam. - powiedziałam i poszłam do łazienki.
Weszłam do środka i zamknęłam drzwi. Oparłam się o nie i zsunęłam na dół. Zaczęłam płakać. Tęskniłam za Marcinem jak za nikim innym. Potrzebowałam jego bliskości i jeszcze Piszczek, który mi Go tak bardzo przypomina! Usłyszałam ciche pukanie.
- Rosali to ja Diana. Otwórz!
Wstała i otworzyłam jej drzwi. Zaczęła mnie przytulać.
- Co się stało? - zapytała.
- Marcin..
- Rosali! Jego tu nie ma! Już rok! Zobacz ostatnio nawet grałaś w piłkę. jak wtedy miałaś strzelić tego hat tricka, strasznie się bałam, że się rozkleisz, ale nie! Dałaś radę! A teraz co? Na urodzinach Ann, zaczęłaś Go wspominać?! Nie! Tak nie może być!
- Diana.. Piszczek.. On..On.. On mi strasznie przypomina Marcina. Jego uśmiech, a wtedy gdy z nim gadałam na kładce czułam się jak kiedyś podczas rozmowy z Marcinem!
- Rosali..Nie płacz proszę. - posłuchałam jej. Przetarłam oczy. - Wiem, ze potrzebujesz Marcina, ale jego tu nie ma. Wiesz przecież, że ja też Go kochałam jak brata. Był wspaniały, ale minął już ponad rok.. Nie ma Go wśród nas.. Chodź, uśmiechnij się. Pójdziemy tam z powrotem, będzie tak jak by tego nie było. Kilka osób zobaczyło jak idziesz tutaj. Chodź! Powiesz im, że wszystko jest okej.
- Nie!
- Rosali..
- Nie chce tam iść..
- Czemu?
- Piszczek..
- Boisz się, że znowu Ci przypomni tak bardzo Marcina, jak przed chwilą?
- Tak.
- Dobra. Chodź. Podejdziemy do Lewego i poprosimy, aby nas odwiózł.
- Okej. - powiedziałam uśmiechając się lekko.
Wyszłyśmy na zewnątrz. Lewy gadał z Piszczkiem. Spojrzałam na Dianę.
- Dobra, ja Go tu poproszę.
*Diana*
- Hej chłopaki, mogę Ci Robert porwać na chwilę? - zapytałam uśmiechając się.
- Hhaha, idź, idź! - powiedział Piszczek.
Podeszliśmy do Rosali.
- Co jest? - zapytał uśmiechając się.
- Zawieziesz nas do domu? - zapytała Rosali..
- Teraz? Już?
- Mm.
- Diana..
- Jutro Ci wszystko opowiem. - powiedziałam.
- No dobra. Czekajcie pójdę po Ann. Wejdźcie do samochodu. - powiedział dając nam kluczyki.
Po paru chwilach do samochodu przyszedł Lewy niosąc mała Ann na ręka. Mała spała. Słodko.
Gdy dojechaliśmy do domu, Lewy zaniósł ją do pokoju, a Rosali poszła do siebie.
- No dobra to wracam, bo na długo im zniknąłem nic nie mówiąc. - powiedział.
- Okej. Baw się dobrze.
- Diana..
- Tak?
- Spotkamy się jutro?
- Jak nas odwiedzisz to tak. - powiedziałam.
- Okej, to do jutra. - powiedział dając mi buziaka w policzek.
Rosali mi gdzieś zniknęła. No trudno. Dzieciaczki już poszły spać, Robert ich własnie usypia. Postanowiłam, że mu pomogę. Weszłam do domu i skierowałam się na górę. Drzwi do jednego z pokoi były uchylone. Weszłam do środka. Było tam jedno wielkie łóżko, na którym leżeli dzieci, a Lewy siedział obok na krześle i czytał im książkę. Zapalona była tu tylko lampka. Dzieciaki już spali, ale Robert nadal czytał. ,,Romeo i Julia dla dzieci". Mmm, kiedyś Ann też to czytałam. Piękna historia miłosna, tyle, że na końcu Romeo i Julia się pobierają i maja gromadkę dzieci oraz są szczęśliwi. Jak jej to pierwszy raz czytałam to chciałam też mieć takie życie, ale teraz już wiem, że to nie bajka.. A szkoda, taki Romeo by mi się przydał. Wtedy zorientowałam się, że Robert przestał czytać.
- Długo tu stoisz? - zapytał uśmiechając się.
- Niee, jakieś 5 minut, albo i mniej.
- Chodź na dół.
Przepuścił mnie w drzwiach, a potem je zamknął. Zeszliśmy na dół i skierowaliśmy się do ogrodu, gdzie rozkręcała się imprezka.
- Diana, masz wspaniałą przyjaciółkę!- zaczął krzyczeć Mario, gdy tylko podeszliśmy.
- Ooo, miło mi słyszeć, ale co ona takiego zrobiła?
- Piszczu dzisiaj był strasznie przybity, ona z nim zaczęła gadać i Go to trochę podbudowało. Nie jest idealnie tak jaki kiedyś, ale już się uśmiecha i wtrąci co jakiś czas słowo. - zaczął nawijać Mario.
- Ooo, patrz no. Jaka ona zdolna! Psychologiem powinna zostać a nie fizjoterapeutką.
-Jest fizjoterapeutką? - zapytał Kuba, wtrącając się do rozmowy.
- Noo, tak.
- Ooo, mam pomysł! A Ty?
- Co ja?
- Też jesteś fizjoterapeutką?
- No tak.
- Jaki ja jestem mądry! - zaczął cieszyć się Błaszczu i zaczął skakać W końcu się przewalił a zawartość kubka, który trzymał w ręku wylądowała na mojej koszulce.
Wtedy szybko się podniósł gdy to zobaczył i zaczął przepraszać.
- Jeju, Diana nie chciałem! Przepraszam! Głupio wyszło!
- Kuba, ale za co Ty mnie przepraszasz? - zapytałam, a Lewy stał obok patrząc na nas tak dziwnie.
- No, bo wylałem na Ciebie piwo..
- Jeju, Kuba.. Nic się nie stało!
- Na pewno?
- No na pewno, a skąd Ci się wzięło, że mi się coś stało?
- No bo wiesz, Ania.. Była Lewego by zaczęła się zaraz wydzierać i takie tam.. - zaczął mówić mi szeptem.
- Ja to nie Ania. - powiedziałam.
*Rosali*
Siedziałam i patrzyłam na Piszczka. Co jakiś czas się uśmiechał. Był strasznie podobny do mojego brata. tedy rozmawiając z nim na tej kładce, czułam się jak kiedyś podczas rozmowy z Marcinem. Tak trochę dziwne, że mam trochę nietypowe imię jak na Polkę. Moja ojciec był Niemcem. Jestem pół Niemką pół Polką. Tata postanowił, że to on wybierze imię dla mnie. No i tak się stało. Teraz właśnie zaczęłam wracać do przeszłości. Widziałam znowu to wydarzenie. Wracałam z bratem z mojego meczu. Tak rok temu grałam w piłkę. Były to zawody wojewódzkie. Przeszliśmy wtedy do krajowych! To był wspaniały wyczyn, jak na naszą drużynę! Mieliśmy wielką szansę! Mój brat cieszył się ze mną jak nikt inny. Bardzo dobrze mnie rozumiał, Dianę również. Ona często mówiła, że Marcin jest wspaniały. Cieszyliśmy się bardzo. Nie było już zbyt dużego ruchu, ale byłam przewrażliwiona na punkcie szybkiej jazdy, a na dodatek czułam się jakoś tak inaczej. Nie byłam nawet tak szczęśliwa, jak dowiedziałam się, że przeszłyśmy do wojewódzkich. Kazałam Marcinowi zwolnic. Posłuchał mnie. W pewnym momencie na światłach pojawiło się czerwone. Marcin się zatrzymał. Ale samochód za nami - ciężarówka - nie. Jechała, a była bardzo rozpędzona. Walnęła w nas. Wtedy samochód pojechał do przodu, a od strony Marcina zobaczyłam jak jedzie samochód, który znowu w nas walnął. Odlecieliśmy dość spory kawałek. Straciłam przytomność. Obudziłam się w szpitalu. Byłam w śpiączce przez 2 miesiące. Otworzyłam oczy. Zobaczyłam tam rodziców oraz znajomych. Pytali czy dobrze się czuję i takie tam. Nie mogłam za bardzo mówić, ale wydusiłam z siebie tylko kilka słów ,,Co z Marcinem?". Wszyscy poopuszczali głowy. Spojrzałam na Dianę. Powiedziała mi, że Marcin umarł. Próbowali go ratować, lecz im to nie wyszło.. Po tych słowach zaczęłam strasznie płakać. Nikt nie był w stanie mnie uspokoić. Od tamtej pory nie grałam w piłkę. Do ostatniego czasu, kiedy to pojawiliśmy się na treningu Borussii. Wszystko mi przypominało moje gole, które strzeliłam i statuetki, które leżą gdzieś na strychu w kartonach. To własnie wtedy doszłam do wniosku, że to było to co kochałam, że Marcin na pewno chciałby abym to dalej robiła, bo mówił mi wiele razy, że będę wspaniałą piłkarką. Popatrzyłam znowu na Piszczka. Uśmiechał się. Tak jak mój brat kiedyś. Łza spłynęła mi po policzku. Usiadła obok mnie Diana.
- Rosali, jestem z Ciebie dumna! - powiedziała. Wtedy odwróciłam się do niej twarzą i próbowałam uśmiechnąć, ale mi to nie wyszło. Diana zobaczyła te łzę.
- Przepraszam. - powiedziałam i poszłam do łazienki.
Weszłam do środka i zamknęłam drzwi. Oparłam się o nie i zsunęłam na dół. Zaczęłam płakać. Tęskniłam za Marcinem jak za nikim innym. Potrzebowałam jego bliskości i jeszcze Piszczek, który mi Go tak bardzo przypomina! Usłyszałam ciche pukanie.
- Rosali to ja Diana. Otwórz!
Wstała i otworzyłam jej drzwi. Zaczęła mnie przytulać.
- Co się stało? - zapytała.
- Marcin..
- Rosali! Jego tu nie ma! Już rok! Zobacz ostatnio nawet grałaś w piłkę. jak wtedy miałaś strzelić tego hat tricka, strasznie się bałam, że się rozkleisz, ale nie! Dałaś radę! A teraz co? Na urodzinach Ann, zaczęłaś Go wspominać?! Nie! Tak nie może być!
- Diana.. Piszczek.. On..On.. On mi strasznie przypomina Marcina. Jego uśmiech, a wtedy gdy z nim gadałam na kładce czułam się jak kiedyś podczas rozmowy z Marcinem!
- Rosali..Nie płacz proszę. - posłuchałam jej. Przetarłam oczy. - Wiem, ze potrzebujesz Marcina, ale jego tu nie ma. Wiesz przecież, że ja też Go kochałam jak brata. Był wspaniały, ale minął już ponad rok.. Nie ma Go wśród nas.. Chodź, uśmiechnij się. Pójdziemy tam z powrotem, będzie tak jak by tego nie było. Kilka osób zobaczyło jak idziesz tutaj. Chodź! Powiesz im, że wszystko jest okej.
- Nie!
- Rosali..
- Nie chce tam iść..
- Czemu?
- Piszczek..
- Boisz się, że znowu Ci przypomni tak bardzo Marcina, jak przed chwilą?
- Tak.
- Dobra. Chodź. Podejdziemy do Lewego i poprosimy, aby nas odwiózł.
- Okej. - powiedziałam uśmiechając się lekko.
Wyszłyśmy na zewnątrz. Lewy gadał z Piszczkiem. Spojrzałam na Dianę.
- Dobra, ja Go tu poproszę.
*Diana*
- Hej chłopaki, mogę Ci Robert porwać na chwilę? - zapytałam uśmiechając się.
- Hhaha, idź, idź! - powiedział Piszczek.
Podeszliśmy do Rosali.
- Co jest? - zapytał uśmiechając się.
- Zawieziesz nas do domu? - zapytała Rosali..
- Teraz? Już?
- Mm.
- Diana..
- Jutro Ci wszystko opowiem. - powiedziałam.
- No dobra. Czekajcie pójdę po Ann. Wejdźcie do samochodu. - powiedział dając nam kluczyki.
Po paru chwilach do samochodu przyszedł Lewy niosąc mała Ann na ręka. Mała spała. Słodko.
Gdy dojechaliśmy do domu, Lewy zaniósł ją do pokoju, a Rosali poszła do siebie.
- No dobra to wracam, bo na długo im zniknąłem nic nie mówiąc. - powiedział.
- Okej. Baw się dobrze.
- Diana..
- Tak?
- Spotkamy się jutro?
- Jak nas odwiedzisz to tak. - powiedziałam.
- Okej, to do jutra. - powiedział dając mi buziaka w policzek.
wtorek, 8 stycznia 2013
ROZDZIAŁ IX
*Rosali*
Za ,,namową" Kuby postanowiłam, że podejdę do Łukasza.
- Łukasz.. - powiedziałam. Szybkim ruchem szyi obrócił się w moją stronę.
- Tak?
- Czemu tu siedzisz?
- Jakoś tak..
- Coś się dzieję?
- Nie no nic.
- Łukasz..
- Tak?
- Co jest?
- Chcesz ze mną posiedzieć?
- Nie wiem.
- Siadaj. - powiedział. Usiadłam obok niego.
Siedzieliśmy na kładce przez dłuższą chwilę. Była cicho, ale nie była to cisza krępująca. Można było dużo pomyśleć.
- Wiesz jak to jest, gdy osoba którą kochasz Cię opuszcza... - zaczął
Nie wiedziałam co powiedzieć.
- Pewnie nie wiesz.. Jest to straszny ból, który rozrywa Twoje serce.. Nawet nie życzę mojemu najgorszemu wrogowi takiego bólu!
- Łukasz..
- I teraz chciałabyś zapytać co się stało, tak?
- Chyba.. Tak..
- No to wyjątkowo Ci odpowiem.. Dzisiaj przed tą imprezą zadzwoniła do mnie mama. No to odebrałem bo sądziłem, że chce się znowu pytać kiedy do niej przyjadę. Byłem już spóźniony, ale co tam. Ona mi powiedziała, że Ewa, moja dziewczyna miała wypadek. Umarła na miejscu! - powiedział i zaczął płakać.
Szczerze mówiąc to nigdy Go nie widziałam smutnego, a tym bardziej płaczącego. Zawsze to był radosny Piszczu, od którego inni brali energie! Ale nie teraz.. Siedziałam przez chwilę nieruchomo. Nie wiedziałam co mam robić.
- Łukasz..
- Tak?
- Nie martw się..
- Łatwo Ci mówić, każdy by to powiedział, ale co.. Jakbyś straciła chłopaka, którego kochasz ponad życie to byś się cieszyła i nie martwiła?
- No nie..
- No własnie.
- Łukasz! Twój żal i płacz jej życia nie przywrócą! Nie rozumiesz? Ewa na pewno chciałaby, abyś po jej śmierci był szczęśliwy!
- Może i by chciała, ale co ma to do jej śmierci? - zapytał podnosząc głowę i wycierając mokre oczy.
- To, że ona już nie żyję! Niedługo będziecie mieli urlop, postaraj się aby wtedy był jej pogrzeb. Powyrzucaj wszystkie rzeczy z nią związane, nawet Wasze zdjęcia! Wszystko co Ci ją przypomina! Możesz jeszcze nie teraz, lecz po pogrzebie. Pomyśl ona kochała Ciebie, Łukasza, który tryskał energią, który zawsze był szczęśliwy! Nie chciałaby abyś przez nią płakał i był smutny!
- Rosali?
- Tak?
- Skąd wiesz, co mam teraz robić?
- Nie ważne.
- Rosali.. - powiedział i popatrzył na mnie tymi swoimi oczami..
- Jakiś rok temu umarł mój brat. Był to wypadek i to nie z jego winy! Na początku byłam w rozsypce, chodziłam do psychologa, zamknęłam się w sobie. Zawsze byłam radosna, a wtedy nie. Po jakimś czasie Diana mnie przekonała, że tak nie może być i poradziła mi podobnie co ja Tobie. Pomogło.. ale nie całkowicie.. Nadal nieraz czuję jego brak.. Brak mi jego bliskości i pomocy z jego strony.. Po tym wypadku uśmiecham się, ale nie tak często jak kiedyś.. - powiedziałam patrząc w dal.
- Rosali..
- Tak? - zapytałam odwracając się w jego stronę.
- Jesteś cudowną kobietą. - powiedział uśmiechając się.
- Ooo, widzę, ze uśmiech na Twoją twarz wraca.
- Pomożesz mi?
- W czym?
- W posprzątaniu domu..
- Dobrze.. Kiedy tylko zechcesz.. - powiedziałam uśmiechając się delikatnie.Łukasz odwzajemnił mój uśmiech.
Udało mi się! Udało mi się, przywrócić jego uśmiech! Wiem, że nie będzie taki jak kiedyś, ale wszystko w swoim czasie! Tamten Łukasz również powróci.
- Idziemy do reszty? - zapytał.
- Tak. - odpowiedziałam. To właśnie w tym momencie poczułam, ze Łukasz jest mi bliższy niż niektóre osoby, które znam od dawna. Wstając dałam sobie obietnicę, że kiedyś tu wrócę i będzie tak jak kiedyś. Wszyscy będziemy tak samo radośni. Tak jak zawsze!
Za ,,namową" Kuby postanowiłam, że podejdę do Łukasza.
- Łukasz.. - powiedziałam. Szybkim ruchem szyi obrócił się w moją stronę.
- Tak?
- Czemu tu siedzisz?
- Jakoś tak..
- Coś się dzieję?
- Nie no nic.
- Łukasz..
- Tak?
- Co jest?
- Chcesz ze mną posiedzieć?
- Nie wiem.
- Siadaj. - powiedział. Usiadłam obok niego.
Siedzieliśmy na kładce przez dłuższą chwilę. Była cicho, ale nie była to cisza krępująca. Można było dużo pomyśleć.
- Wiesz jak to jest, gdy osoba którą kochasz Cię opuszcza... - zaczął
Nie wiedziałam co powiedzieć.
- Pewnie nie wiesz.. Jest to straszny ból, który rozrywa Twoje serce.. Nawet nie życzę mojemu najgorszemu wrogowi takiego bólu!
- Łukasz..
- I teraz chciałabyś zapytać co się stało, tak?
- Chyba.. Tak..
- No to wyjątkowo Ci odpowiem.. Dzisiaj przed tą imprezą zadzwoniła do mnie mama. No to odebrałem bo sądziłem, że chce się znowu pytać kiedy do niej przyjadę. Byłem już spóźniony, ale co tam. Ona mi powiedziała, że Ewa, moja dziewczyna miała wypadek. Umarła na miejscu! - powiedział i zaczął płakać.
Szczerze mówiąc to nigdy Go nie widziałam smutnego, a tym bardziej płaczącego. Zawsze to był radosny Piszczu, od którego inni brali energie! Ale nie teraz.. Siedziałam przez chwilę nieruchomo. Nie wiedziałam co mam robić.
- Łukasz..
- Tak?
- Nie martw się..
- Łatwo Ci mówić, każdy by to powiedział, ale co.. Jakbyś straciła chłopaka, którego kochasz ponad życie to byś się cieszyła i nie martwiła?
- No nie..
- No własnie.
- Łukasz! Twój żal i płacz jej życia nie przywrócą! Nie rozumiesz? Ewa na pewno chciałaby, abyś po jej śmierci był szczęśliwy!
- Może i by chciała, ale co ma to do jej śmierci? - zapytał podnosząc głowę i wycierając mokre oczy.
- To, że ona już nie żyję! Niedługo będziecie mieli urlop, postaraj się aby wtedy był jej pogrzeb. Powyrzucaj wszystkie rzeczy z nią związane, nawet Wasze zdjęcia! Wszystko co Ci ją przypomina! Możesz jeszcze nie teraz, lecz po pogrzebie. Pomyśl ona kochała Ciebie, Łukasza, który tryskał energią, który zawsze był szczęśliwy! Nie chciałaby abyś przez nią płakał i był smutny!
- Rosali?
- Tak?
- Skąd wiesz, co mam teraz robić?
- Nie ważne.
- Rosali.. - powiedział i popatrzył na mnie tymi swoimi oczami..
- Jakiś rok temu umarł mój brat. Był to wypadek i to nie z jego winy! Na początku byłam w rozsypce, chodziłam do psychologa, zamknęłam się w sobie. Zawsze byłam radosna, a wtedy nie. Po jakimś czasie Diana mnie przekonała, że tak nie może być i poradziła mi podobnie co ja Tobie. Pomogło.. ale nie całkowicie.. Nadal nieraz czuję jego brak.. Brak mi jego bliskości i pomocy z jego strony.. Po tym wypadku uśmiecham się, ale nie tak często jak kiedyś.. - powiedziałam patrząc w dal.
- Rosali..
- Tak? - zapytałam odwracając się w jego stronę.
- Jesteś cudowną kobietą. - powiedział uśmiechając się.
- Ooo, widzę, ze uśmiech na Twoją twarz wraca.
- Pomożesz mi?
- W czym?
- W posprzątaniu domu..
- Dobrze.. Kiedy tylko zechcesz.. - powiedziałam uśmiechając się delikatnie.Łukasz odwzajemnił mój uśmiech.
Udało mi się! Udało mi się, przywrócić jego uśmiech! Wiem, że nie będzie taki jak kiedyś, ale wszystko w swoim czasie! Tamten Łukasz również powróci.
- Idziemy do reszty? - zapytał.
- Tak. - odpowiedziałam. To właśnie w tym momencie poczułam, ze Łukasz jest mi bliższy niż niektóre osoby, które znam od dawna. Wstając dałam sobie obietnicę, że kiedyś tu wrócę i będzie tak jak kiedyś. Wszyscy będziemy tak samo radośni. Tak jak zawsze!
PODOBA SIĘ? KOMENTARZ! TO DAJE WIELE MOTYWACJI! + DZIĘKUJĘ, ZA AŻ TYLE WYŚWIETLEŃ I PRZEPRASZAM ZA TAK DŁUGĄ NIEOBECNOŚĆ! :D
CHCESZ BYĆ INFORMOWANY/A NA BIERZMUJĄC?! ZOSTAW KOMENTARZ Z NAMIAREM NA CIEBIE! :)
sobota, 29 grudnia 2012
ROZDZIAŁ VIII
*Diana*
Siedziałam przed szafą w samej koszulce nocnej i zastanawiałam się co na siebie założyć. Chciałabym wyglądać modnie, na luzie, ale i ładnie. Czegoś takiego to ja chyba tutaj nie znajdę. W tej chwili chciałabym mieć przy sobie sukienkę, którą zostawiłam w Polsce! Aaaaa! Dlaczego jej nie wzięłam.
- Rosali! - zaczęłam krzyczeć.
Ona jest wspaniała przyszła chyba za jakieś 30 sekund.
- Co jest?
- Masz ten sam problem co ja?
- A jaki masz?
- Ciuchy.
- Taaa. Mam taki sam. - powiedziała siadając obok mnie.
- Ooo! Mam pomysł! Ty szukaj kilka ciuchów w mojej szafie, a ja pójdę do Ciebie i to samo zrobię w Twojej szafie i za 10 minut tu się spotkamy i zaprezentujemy swoje komplety.
- Oooo, to jest bardzo dobry pomysł.
*Około 10 minut później*
- Wchodzę! - zaczęłam krzyczeć.
- Okej. Ja pierwsza prezentuje moje wybory, a więc tak. Komplet numer jeden. Brązowe spodnie, które podkreślą Twoje pośladki, biały sweterek, beżowy szal, w takim samym kolorze buty oraz brązowa torba. Co o tym myślisz?
- Chcesz abym się ugotowała?! Spodnie i torebka spoko, ale szalik, sweter i takie buty?! ODPADA! Teraz na mnie kolej. Komplet numer jeden. Biała ,,koszulka" połączona z niebiesko-różowom spódniczką, do tego buty i torebka o różowo jasnym kolorze. Buty wydłużą Ci nogi, które warto u Ciebie podkreślić wcięciem w spódnicy. Co na ten temat myślisz?
- Odpada.
- Czemu?
- Po pierwsze buty na obcasie, po drugie takie coś to mogę na randkę założyć, a tam będą też inne kobiety!
- Aaa, no dobra.
- Teraz ja. Komplet numer dwa. Jeansy, biała koszulka z sercem, to serce jest fajne. Do tego beżowy sweterek i kolczyki wyglądające jak perły. Buty z puchem w środku.
- Niee, buty odpadają. Teraz ja. Komplet numer dwa. Biała koszulka, jasnozielona spódniczka, okulary przeciwsłoneczne, a do tego biała torebeczka i buty!
- Nie. Teraz ja. Trójeczka.Spodnie zielone. Koszulka zielono-szara do tego Vansy czarne z białym ,,nalotem".
- Hhahahah, nalotem. Nie dziękuję. Odpada. Teraz na mnie kolej. Komplet numer trzy. Biała koszulka..
- Nie już odpada. Koszulka mi się nie podoba.
- Ohhh! No dobra, no!
- A więc, naschodzi kolej na czwórkę. Są to czarne spodnie, należą do tego kompletu również buty i torebka w tym samym kolorze oraz biała bluzka koszulowa, co o tym sądzisz?
- Inne buty i okej.
- Ehh, no dobra. Dajesz następny komplet.
- Czwóreczka to sukienka w kwiatki..
- Nie lubię sukienek w kwiatki..
- To co ona robi w Twojej szafie?
- Leży. Dobra teraz ja. Mój ostatni komplet dla Ciebie to czarne spodnie, buty w tym samym kolorze, koszula biała z naszywanymi czarnymi kieszonkami. Torebka granatowa ze złotymi ozdobami oraz czarne kolczyki w złotej obramówce.
- Buty złe..
- No to załóż te.
- Ooo, ten strój i te buty to dobry pomysł. ROSALI JESTEŚ CUDOWNA!
- Tak, tak. A co ja założę?
- Ten oto komplecik. Biała sukienka z ramiączkami, buty coś podobnego do sandałek o białym kolorze, okulary przeciwsłoneczne, złota bransoletka oraz biała ,,torebka".
- Ooo, to mi się podoba! Biorę!
- Rosali, Ty to masz w domu, nie musisz kupować.
- Oj csii, przecież wiem. Dobra to idę do pokoju się przebrać.
*Robert*
O 17 zajechałem pod dom Sebastiana, w którym teraz mieszkała Diana z Rosali oraz Ann. Taak. Trzy kobietki w jednym domu i że wytrzymują ze sobą. Dzisiaj na tej imprezie, będą wszyscy. Piłkarze i ich żony, dziewczyny, narzeczone i dzieci. Jeżeli Rosali i Diana nie spodobają się dziewczyną to będzie źle. Tak Ania im się nie spodobała, a dziewczyny nie spodobały się Ani. Nie mogłem chodzić na żadne imprezy, a co dopiero robić w domu. No, ale cóż zostawiła mnie, bo jak to stwierdziła. Nie jestem taki jak kiedyś. Ale może to i dobrze, ze mnie zostawiła, bo przecież teraz nie byłoby tej imprezy, nie mógłbym spędzać tyle czasu z Dianą, a co dopiero z nią filtrować. Już Robert nie myśl o przeszłości. Idź do tego domu i zabierz dziewczyny.
*Około 2 godziny później*
*Rosali*
Łukasz cały czas siedział przy tym stawie. Siedział sam, no nie sam bo co jakiś czas przychodzili chłopaki do niego, ale siedział tam i nawet nic nie wypił. Czemu? Szedł akurat Kuba to może on wie co się dzieje z Łukaszem.
- Kuba.
- Tak?
- Wiesz co się dzieje z Łukaszem?
- Nie wiem własnie, powiedział że otworzy się tylko przed jedną osobą, ale nie chce powiedzieć kim ona jest. A co podoba Ci się?
- Może..
- Czyli tak..
- Możliwe..
- Idź mu to powiedzieć.
- Ja mu się nie podobam..
- Skąd wiesz?
- Czuje to?
- Czujesz?
- Intulicja..
- Nieraz zawodzi..
- Nie mnie..
- Zawsze jest ten pierwszy raz.
- Możliwe..
- Idź do niego.
- Okej.
Siedziałam przed szafą w samej koszulce nocnej i zastanawiałam się co na siebie założyć. Chciałabym wyglądać modnie, na luzie, ale i ładnie. Czegoś takiego to ja chyba tutaj nie znajdę. W tej chwili chciałabym mieć przy sobie sukienkę, którą zostawiłam w Polsce! Aaaaa! Dlaczego jej nie wzięłam.
- Rosali! - zaczęłam krzyczeć.
Ona jest wspaniała przyszła chyba za jakieś 30 sekund.
- Co jest?
- Masz ten sam problem co ja?
- A jaki masz?
- Ciuchy.
- Taaa. Mam taki sam. - powiedziała siadając obok mnie.
- Ooo! Mam pomysł! Ty szukaj kilka ciuchów w mojej szafie, a ja pójdę do Ciebie i to samo zrobię w Twojej szafie i za 10 minut tu się spotkamy i zaprezentujemy swoje komplety.
- Oooo, to jest bardzo dobry pomysł.
*Około 10 minut później*
- Wchodzę! - zaczęłam krzyczeć.
- Okej. Ja pierwsza prezentuje moje wybory, a więc tak. Komplet numer jeden. Brązowe spodnie, które podkreślą Twoje pośladki, biały sweterek, beżowy szal, w takim samym kolorze buty oraz brązowa torba. Co o tym myślisz?
- Chcesz abym się ugotowała?! Spodnie i torebka spoko, ale szalik, sweter i takie buty?! ODPADA! Teraz na mnie kolej. Komplet numer jeden. Biała ,,koszulka" połączona z niebiesko-różowom spódniczką, do tego buty i torebka o różowo jasnym kolorze. Buty wydłużą Ci nogi, które warto u Ciebie podkreślić wcięciem w spódnicy. Co na ten temat myślisz?
- Odpada.
- Czemu?
- Po pierwsze buty na obcasie, po drugie takie coś to mogę na randkę założyć, a tam będą też inne kobiety!
- Aaa, no dobra.
- Teraz ja. Komplet numer dwa. Jeansy, biała koszulka z sercem, to serce jest fajne. Do tego beżowy sweterek i kolczyki wyglądające jak perły. Buty z puchem w środku.
- Niee, buty odpadają. Teraz ja. Komplet numer dwa. Biała koszulka, jasnozielona spódniczka, okulary przeciwsłoneczne, a do tego biała torebeczka i buty!
- Nie. Teraz ja. Trójeczka.Spodnie zielone. Koszulka zielono-szara do tego Vansy czarne z białym ,,nalotem".
- Hhahahah, nalotem. Nie dziękuję. Odpada. Teraz na mnie kolej. Komplet numer trzy. Biała koszulka..
- Nie już odpada. Koszulka mi się nie podoba.
- Ohhh! No dobra, no!
- A więc, naschodzi kolej na czwórkę. Są to czarne spodnie, należą do tego kompletu również buty i torebka w tym samym kolorze oraz biała bluzka koszulowa, co o tym sądzisz?
- Inne buty i okej.
- Ehh, no dobra. Dajesz następny komplet.
- Czwóreczka to sukienka w kwiatki..
- Nie lubię sukienek w kwiatki..
- To co ona robi w Twojej szafie?
- Leży. Dobra teraz ja. Mój ostatni komplet dla Ciebie to czarne spodnie, buty w tym samym kolorze, koszula biała z naszywanymi czarnymi kieszonkami. Torebka granatowa ze złotymi ozdobami oraz czarne kolczyki w złotej obramówce.
- Buty złe..
- No to załóż te.
- Ooo, ten strój i te buty to dobry pomysł. ROSALI JESTEŚ CUDOWNA!
- Tak, tak. A co ja założę?
- Ten oto komplecik. Biała sukienka z ramiączkami, buty coś podobnego do sandałek o białym kolorze, okulary przeciwsłoneczne, złota bransoletka oraz biała ,,torebka".
- Ooo, to mi się podoba! Biorę!
- Rosali, Ty to masz w domu, nie musisz kupować.
- Oj csii, przecież wiem. Dobra to idę do pokoju się przebrać.
*Robert*
O 17 zajechałem pod dom Sebastiana, w którym teraz mieszkała Diana z Rosali oraz Ann. Taak. Trzy kobietki w jednym domu i że wytrzymują ze sobą. Dzisiaj na tej imprezie, będą wszyscy. Piłkarze i ich żony, dziewczyny, narzeczone i dzieci. Jeżeli Rosali i Diana nie spodobają się dziewczyną to będzie źle. Tak Ania im się nie spodobała, a dziewczyny nie spodobały się Ani. Nie mogłem chodzić na żadne imprezy, a co dopiero robić w domu. No, ale cóż zostawiła mnie, bo jak to stwierdziła. Nie jestem taki jak kiedyś. Ale może to i dobrze, ze mnie zostawiła, bo przecież teraz nie byłoby tej imprezy, nie mógłbym spędzać tyle czasu z Dianą, a co dopiero z nią filtrować. Już Robert nie myśl o przeszłości. Idź do tego domu i zabierz dziewczyny.
*Około 2 godziny później*
*Rosali*
Łukasz cały czas siedział przy tym stawie. Siedział sam, no nie sam bo co jakiś czas przychodzili chłopaki do niego, ale siedział tam i nawet nic nie wypił. Czemu? Szedł akurat Kuba to może on wie co się dzieje z Łukaszem.
- Kuba.
- Tak?
- Wiesz co się dzieje z Łukaszem?
- Nie wiem własnie, powiedział że otworzy się tylko przed jedną osobą, ale nie chce powiedzieć kim ona jest. A co podoba Ci się?
- Może..
- Czyli tak..
- Możliwe..
- Idź mu to powiedzieć.
- Ja mu się nie podobam..
- Skąd wiesz?
- Czuje to?
- Czujesz?
- Intulicja..
- Nieraz zawodzi..
- Nie mnie..
- Zawsze jest ten pierwszy raz.
- Możliwe..
- Idź do niego.
- Okej.
JEEEEEEEEST! NAPISAŁAM NASTĘPNY ROZDZIAŁ. MAM NADZIEJĘ, ZE DŁUŻSZY. JEŻELI TO CZYTASZ TO SKOMENTUJ! :> JEŻELI CI SIĘ PODOBA TO OBSERWUJ! JEŻELI CHCESZ BYĆ INFORMOWANY O NOWYM ROZDZIALE TO ZOSTAW JAKIŚ KONTAKT Z TOBĄ! :)
piątek, 28 grudnia 2012
ROZDZIAŁ VII
*Rosali*
Obudziły mnie promienie słoneczne. Otworzyłam oczy i podeszłam do okna. Diana już się bawiła z Ann. Słodka dziewczynka z niej. Ma dopiero 3 latka, a już tak kocha piłkę nożną i grac w nią. Uwielbiam te dziewczynkę. Usiadłam na parapecie i zaczęłam czytać książkę. Postanowiłam, że się przebiorę. Wzięłam pierwsze lepsze ciuchy z szafy i poszłam do łazienki. Po około 30 minutach byłam gotowa i zeszłam na dół. Siedziała już tam Diana z Ann i zawzięcie o czymś rozmawiały.
- O czym rozmawiacie? - zapytałam podchodząc.
- Aaaa o nicym. - powiedziała mała.
- Tak? - zaczęłam się uśmiechać.
- Tak.
- A może jednak przekonam się w inny sposób?
- Jaki?
- Hmm, na przykład gilgotki.
- O nie! Los! Nie! - zaczęła krzyczeć mała uciekając przede mną po całym domu. Wtedy zadzwonił dzwonek, ale my nadal biegałyśmy.
- Dobra ja otworzę. - powiedziała Diana śmiejąc się.
*Diana*
Poszłam otworzyć a moim oczom ukazał się Robert Lewandowski. Zdziwiło mnie to, że przyszedł tu, chociaż wiedział, że to my jesteśmy w domu, a nie Sebastian.
- Cześć. - powiedział uśmiechając się i pokazując swoje dołeczki w policzkach.
- Hej. - odpowiedziałam.
- Mogę wejść?
- Jasne. A co Cię sprowadza do nas?
- Ann.
- Jak to?
- Nie wiesz, że dzisiaj są jej urodziny?
- No wiem, wiem.
- No właśnie, a ja jako doskonały wujek przyszedłem do niej z prezentem i propozycją od innych piłkarzy.
- Oho, już się boję.
- Nie ma czego.
- Miejmy nadzieję.
*Robert*
Szczerze to przyjechałem tutaj, aby popatrzeć na Dianę, ale Ann była taką małą wymówką. Wiem, że ma dzisiaj urodziny, więc wpadłem na pomysł, aby zrobić taką imprezkę i aby piłkarze przyszli z żonami i dziećmi. Ann będzie się dobrze bawiła, Diana i Ros poznają dziewczyny, a ja będę miał szansę poderwać Dianę. Wszedłem do salonu, a tam zobaczyłem uciekając Ann przed Ros.
- Wujek Lobelt! - krzyknęła mała i zaczęła biec w moją stronę.
Wziąłem ją na ręce i wyciągnąłem prezent.
- No hej. Wszystkiego najlepszego! - powiedziałem dając jej prezent.
- Dziekuje! Kochany jestes!
- A mam dla Was propozycję. Wpadłem na pomysł, aby zrobić imprezkę z okazji urodzin Ann.
- Ona ma dopiero 3 latka. - powiedziała Diana.
- Tak, tak wiem. Ale to będzie coś takiego, że przyjdą inni piłkarze z żonami i dziećmi. Wy będziecie w swoim towarzystwie z nami, a dzieciaki będą się bawić.
- Tak, tak! Jak w tamtym loku! - krzyczała mała.
- Chcesz jechać? - zapytała Ros.
- Taaaaaak!
- No dobra, to przyjedziemy. - powiedziała Diana.
- No dobra, to ja lecę. - powiedziałem kierując się do drzwi.
- Robert.
- Tak?
- Jak my do Ciebie trafimy?
- Ahhh, no tak. No dobra będę u Was o 17, bądźcie gotowe to Was zabiorę. - powiedziałem uśmiechając się.
- Okej.
- To pa.
- Pa. - powiedziała uśmiechając się. Jeju, co za kobieta, ona.. ona jest wyjątkowa! Nie taka jak inne! Czuje to! Musze z nią dzisiaj poważnie porozmawiać.
Obudziły mnie promienie słoneczne. Otworzyłam oczy i podeszłam do okna. Diana już się bawiła z Ann. Słodka dziewczynka z niej. Ma dopiero 3 latka, a już tak kocha piłkę nożną i grac w nią. Uwielbiam te dziewczynkę. Usiadłam na parapecie i zaczęłam czytać książkę. Postanowiłam, że się przebiorę. Wzięłam pierwsze lepsze ciuchy z szafy i poszłam do łazienki. Po około 30 minutach byłam gotowa i zeszłam na dół. Siedziała już tam Diana z Ann i zawzięcie o czymś rozmawiały.
- O czym rozmawiacie? - zapytałam podchodząc.
- Aaaa o nicym. - powiedziała mała.
- Tak? - zaczęłam się uśmiechać.
- Tak.
- A może jednak przekonam się w inny sposób?
- Jaki?
- Hmm, na przykład gilgotki.
- O nie! Los! Nie! - zaczęła krzyczeć mała uciekając przede mną po całym domu. Wtedy zadzwonił dzwonek, ale my nadal biegałyśmy.
- Dobra ja otworzę. - powiedziała Diana śmiejąc się.
*Diana*
Poszłam otworzyć a moim oczom ukazał się Robert Lewandowski. Zdziwiło mnie to, że przyszedł tu, chociaż wiedział, że to my jesteśmy w domu, a nie Sebastian.
- Cześć. - powiedział uśmiechając się i pokazując swoje dołeczki w policzkach.
- Hej. - odpowiedziałam.
- Mogę wejść?
- Jasne. A co Cię sprowadza do nas?
- Ann.
- Jak to?
- Nie wiesz, że dzisiaj są jej urodziny?
- No wiem, wiem.
- No właśnie, a ja jako doskonały wujek przyszedłem do niej z prezentem i propozycją od innych piłkarzy.
- Oho, już się boję.
- Nie ma czego.
- Miejmy nadzieję.
*Robert*
Szczerze to przyjechałem tutaj, aby popatrzeć na Dianę, ale Ann była taką małą wymówką. Wiem, że ma dzisiaj urodziny, więc wpadłem na pomysł, aby zrobić taką imprezkę i aby piłkarze przyszli z żonami i dziećmi. Ann będzie się dobrze bawiła, Diana i Ros poznają dziewczyny, a ja będę miał szansę poderwać Dianę. Wszedłem do salonu, a tam zobaczyłem uciekając Ann przed Ros.
- Wujek Lobelt! - krzyknęła mała i zaczęła biec w moją stronę.
Wziąłem ją na ręce i wyciągnąłem prezent.
- No hej. Wszystkiego najlepszego! - powiedziałem dając jej prezent.
- Dziekuje! Kochany jestes!
- A mam dla Was propozycję. Wpadłem na pomysł, aby zrobić imprezkę z okazji urodzin Ann.
- Ona ma dopiero 3 latka. - powiedziała Diana.
- Tak, tak wiem. Ale to będzie coś takiego, że przyjdą inni piłkarze z żonami i dziećmi. Wy będziecie w swoim towarzystwie z nami, a dzieciaki będą się bawić.
- Tak, tak! Jak w tamtym loku! - krzyczała mała.
- Chcesz jechać? - zapytała Ros.
- Taaaaaak!
- No dobra, to przyjedziemy. - powiedziała Diana.
- No dobra, to ja lecę. - powiedziałem kierując się do drzwi.
- Robert.
- Tak?
- Jak my do Ciebie trafimy?
- Ahhh, no tak. No dobra będę u Was o 17, bądźcie gotowe to Was zabiorę. - powiedziałem uśmiechając się.
- Okej.
- To pa.
- Pa. - powiedziała uśmiechając się. Jeju, co za kobieta, ona.. ona jest wyjątkowa! Nie taka jak inne! Czuje to! Musze z nią dzisiaj poważnie porozmawiać.
JESTEŚ - ZOSTAW KOMENTARZ
PODOBA SIĘ - OBSERWUJ
TO DAJE WIELKĄ MOTYWACJĘ!
DZIĘKUJĘ ZA PONAD 300 WYŚWIETLEŃ! :)
sobota, 15 grudnia 2012
ROZDZIAŁ VI
*Rosali*
Chłopaki poszli się rozgrzewać a ja się zastanawiała na co się zgodziłam. Przecież jak nie trafie tych trzech goli, to będę musiała robić masaż Hummelsowi!
- Diana, jak ja jestem głupia!
- Dopiero, się dowiedziałaś?
- Ej, wiesz co! - wtedy zauważyłam, że Diana cały czas patrzy się na Lewego. - Podoba Ci się?
- Co? Kto? Jak?
- No Lewy, bo cały czas na niego patrzysz.
- Niee
- Mi możesz powiedzieć prawdę.
- No dobra no, podoba mi się, ale wiesz że on mi się podoba od dawna.
- Taaa, wiem. Ale on może teraz na Ciebie zwrócić uwagę.
- Jacha, tyle, że to na Ciebie patrzył się jak zahipnotyzowany i sądzę, że nadal patrzy.
- Bo nie może uwierzyć, że zgodziłam, się na coś tak głupiego.
- Hhahhaha, szczerze to i ja się dziwię.
- Oj cicho, lepiej trzymaj za mnie kciuki.
Wtedy podbiegł do nas Kuba.
- Nooo, Rosali gratuluję zakładu z Matsem.
- Cicho bądź. - powiedziałam.
- Ale wiesz co, dam Ci radę.
- Taak?
- Tak. Mats powiedział, że będzie tak dobry i da Ci wybrać drużynę, a on weźmie pozostałych. Weź mnie. - powiedział śmiejąc się.
- Ooo, ale złota rada! - zaczęłam się uśmiechać.
- Noo, dobra idę dalej się rozgrzewać.
- Idź, idź, bo jak będziesz ze mną to będziesz miał niezły wycisk.
- Ooo, czyli będę z Tobą.
- No jasne. - powiedziałam śmiejąc się, a w tym samym momencie zaczął krzyczeć Lewy.
- Ty, Kuba nie podrywaj! Masz żonę!
- Nie podrywam!
- Taaa, jasne! - powiedział i wszyscy zaczęli się śmiać
*Podczas meczu*
Wygrywaliśmy już dwa zero. To ja trafiłam te dwa! Brakuje jeszcze jednego!
- Eee, Rosali. Dobra jesteś. - powiedział Mats.
- Wątpiłeś w to?
- Trochę.
- Hhahahah, pamiętaj o masażu.
- A może już skończymy mecz i zapomnimy o tym zakładzie?
- Hhahahahah, będę taka dobra i nie zakończę meczu, ale o zakładzie zapomnimy.
- Ooo, jaka Ty dobra jesteś.
- No widzisz. - powiedziałam śmiejąc się.
*W domu*
- Ciociu Los, jak ladnie glalas! - powiedziała Ann.
- Dziękuję. - powiedziałam śmiejąc się.
Poszłam na górę do swojego pokoju, byłam strasznie zmęczona, ale i zafascynowana. Czułam się wspaniale, w końcu strzeliłam tego hat tricka! No, ale coś mnie jednak dołowało. Chyba to, że strasznie podoba mi się Łukasz Piszczek, a nawet na mnie nie spojrzał. Czułam na sobie wzrok wszystkich, oprócz jego. A miałam taką straszą nadzieję, że chociaż na mnie spojrzy. Ohh, nieraz tak bywa. Zaczęłam rozmyślać nad tym, dlaczego to akurat on na mnie nie spojrzał i nad całym nim. W pewnym momencie zasnęłam.
Chłopaki poszli się rozgrzewać a ja się zastanawiała na co się zgodziłam. Przecież jak nie trafie tych trzech goli, to będę musiała robić masaż Hummelsowi!
- Diana, jak ja jestem głupia!
- Dopiero, się dowiedziałaś?
- Ej, wiesz co! - wtedy zauważyłam, że Diana cały czas patrzy się na Lewego. - Podoba Ci się?
- Co? Kto? Jak?
- No Lewy, bo cały czas na niego patrzysz.
- Niee
- Mi możesz powiedzieć prawdę.
- No dobra no, podoba mi się, ale wiesz że on mi się podoba od dawna.
- Taaa, wiem. Ale on może teraz na Ciebie zwrócić uwagę.
- Jacha, tyle, że to na Ciebie patrzył się jak zahipnotyzowany i sądzę, że nadal patrzy.
- Bo nie może uwierzyć, że zgodziłam, się na coś tak głupiego.
- Hhahhaha, szczerze to i ja się dziwię.
- Oj cicho, lepiej trzymaj za mnie kciuki.
Wtedy podbiegł do nas Kuba.
- Nooo, Rosali gratuluję zakładu z Matsem.
- Cicho bądź. - powiedziałam.
- Ale wiesz co, dam Ci radę.
- Taak?
- Tak. Mats powiedział, że będzie tak dobry i da Ci wybrać drużynę, a on weźmie pozostałych. Weź mnie. - powiedział śmiejąc się.
- Ooo, ale złota rada! - zaczęłam się uśmiechać.
- Noo, dobra idę dalej się rozgrzewać.
- Idź, idź, bo jak będziesz ze mną to będziesz miał niezły wycisk.
- Ooo, czyli będę z Tobą.
- No jasne. - powiedziałam śmiejąc się, a w tym samym momencie zaczął krzyczeć Lewy.
- Ty, Kuba nie podrywaj! Masz żonę!
- Nie podrywam!
- Taaa, jasne! - powiedział i wszyscy zaczęli się śmiać
*Podczas meczu*
Wygrywaliśmy już dwa zero. To ja trafiłam te dwa! Brakuje jeszcze jednego!
- Eee, Rosali. Dobra jesteś. - powiedział Mats.
- Wątpiłeś w to?
- Trochę.
- Hhahahah, pamiętaj o masażu.
- A może już skończymy mecz i zapomnimy o tym zakładzie?
- Hhahahahah, będę taka dobra i nie zakończę meczu, ale o zakładzie zapomnimy.
- Ooo, jaka Ty dobra jesteś.
- No widzisz. - powiedziałam śmiejąc się.
*W domu*
- Ciociu Los, jak ladnie glalas! - powiedziała Ann.
- Dziękuję. - powiedziałam śmiejąc się.
Poszłam na górę do swojego pokoju, byłam strasznie zmęczona, ale i zafascynowana. Czułam się wspaniale, w końcu strzeliłam tego hat tricka! No, ale coś mnie jednak dołowało. Chyba to, że strasznie podoba mi się Łukasz Piszczek, a nawet na mnie nie spojrzał. Czułam na sobie wzrok wszystkich, oprócz jego. A miałam taką straszą nadzieję, że chociaż na mnie spojrzy. Ohh, nieraz tak bywa. Zaczęłam rozmyślać nad tym, dlaczego to akurat on na mnie nie spojrzał i nad całym nim. W pewnym momencie zasnęłam.
JESTEŚ - ZOSTAW KOMENTARZ!
DAJE TO WIELE MOTYWACJI I CHĘCI DALSZEGO PISANIA!
DZIĘKUJĘ ZA PONAD 100 WYŚWIETLEŃ! MAM NADZIEJĘ, ŻE SIĘ PODOBA!
piątek, 14 grudnia 2012
ROZDZIAŁ V
*Rosali*
Przebrałam się, trzeba się jakoś prezentować przed ludźmi. Zeszłam na dół. Czekała już tam Ann wraz z Kubą. Diany jeszcze nie było.
- Ciociu Los, ladnie wyglondas. - powiedziała mała uśmiechając się.
- Dziękuje, Ty też. - odpowiedziałam uśmiechając się. Mała miała na sobie strój Borussii, a z tyłu napis ,,Mój tata jest najlepszy". Słodkie. Po chwili zeszła Diana.
- To cio idziemy? - zapytała Ann.
- Tak. - odpowiedzieliśmy równocześnie.
*20 minut później*
Kuba poszedł się przebrać, ale wcześniej nas zaprowadził na trybuny.
- Ciooocia, a zaglamy z nimi? - zapytała Ann Diany.
- Ehh, no wiesz Ann, oni chyba nie będą chcieli z nami zagrać. - odpowiedziała.
- No, ze mnom nie, ale z Los i Tobom taak. - powiedziała uśmiechając się.
Diana wtedy spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem.
- Ann, to są chłopcy, oni nie chcą grac z dziewczynkami takimi jak my, wie nie sądzę, aby chcieli zagrać, a po za tym to kto by Cię tu pilnował? - powiedziałam.
- Nio to zlobimy tak, ze jak bendom chcieli zaglac to Ty Los sie zgodzis, a Di zostanie ze mnom, doblaa? - zapytała błagalnym wzrokiem.
- Ohh, Ann. Dobrze jak nas poproszą to zagram. - powiedziałam.
*Kuba*
Wszedłem do szatni. Prawie wszyscy już byli. Podszedłem do Łukasza i Roberta.
- Ty, Kuba, a Ty przypadkiem nie miałeś pilnować małej Sebastiana? - zapytał Robert.
- Miałem, ale w nocy przyjechała jego kuzynka z koleżanką.
- Aaaa i jesteś wolny. - zaczął śmiać się Łukasz.
- Noo, ale na dzisiejszym treningu też mamy widownie.
- Jak to? - zapytał Łukasz.
- Ooo, panienki czuje. - zaczął śmiać się Robert.
- Robert, ale radzę uważać, jedna to kuzynka Sebastiana, druga to jej przyjaciółka, a trzecia to córka Sebastiana.
- Kurde, wszystkie jakoś związane z nim.. - powiedział Robert ze smutną miną.
- A ładne?- zapytał Łukasz.
- Jak się nazywają? - zapytał Robert.
- Jego kuzynka to Diana, a jej przyjaciółka to Rosali.
- Ładne?
- Mmm, Diana jest zawsze uśmiechnięta, ma dołeczki jak się uśmiecha, opiekuńcza, miła, Sebastian coś wspominał, ze studia ukończyła jako fizjoterapeutka, a jej mama ma agencje modelek. Rosali, naturalna, uśmiechnięta, ale wygląda na nieśmiałą. Jest modelką, widziałem ją raz na jakiejś okładce gazety, ale wczoraj jej nie poznałem..
- Ej, ej, Kuba Ty masz żonę.. - odpowiedział Łukasz.
- No wiem, wiem, dla mnie Agata jest najważniejsza, ale inne też mogę podziwiać.
- Hhahaha, taaa. Dobra chodźcie idziemy na rozgrzewkę, bo tylko my tu zostaliśmy.
*Diana*
Siedziałyśmy na trybunach, gdy to do nas doleciała piłka wykopana przez chłopaków. Popatrzyłam po nich, lecz nigdzie nie było Kuby, a wraz z nim Łukasza i Roberta, czyżby wagarowali?
- Podacie? - zapytał Mats Hummels.
- A co za to będziemy miały? - zapytała Rosali.
- Hmm, Ty będziesz mogła zagrać ze mną w jednej drużynie. - odpowiedział uśmiechając się.
- Hmm, kusząca propozycja.
- To jak, skorzystasz?
- Wiesz, chyba jednak nie. Musisz wymyślec coś lepszego.
- Hmm. - zaczął zastanawiać się i wtedy z długiego tunelu wyszła Trójca Polska. - Ooo, jednak mam pomysł. ROOOBERT! - zaczął krzyczeć Mats.
- Nie drzyj się, czego chcesz? - zapytał Robert podbiegając do niego, lecz chyba nas nie zauważył.
- Goetze wykopał piłkę na trybuny i poleciała do tych pięknych pań, lecz jedna z nich, nawet nie wiem jak ma na imię powiedziała, że za darmo nam jej nie odda, zapraszałem ją już aby zagrała ze mną w jednej drużynie, lecz ona się nie zgodziła, a Ty masz taki dar przekonywania, więc ją przekonasz. - powiedział Mats, a my zaczęłyśmy się śmiać. Wtedy Robert popatrzył na nas i się uśmiechnął. Zaczął podchodzić.
- Przepraszam za niego, taki nie ogar. Robert jestem. - powiedział wyciągając rękę.
- Rosali, to jest Diana, a Ann pewnie znasz. Wtedy mała dopiero się odwróciła.
- Wuuujek Lobelt! - krzyknęła rzucając się na Roberta.
- Witaj Ann, co u Ciebie?
- Psyslam z ciociami i Los obiecala, ze jak jej pozwolicie to ona zagla, plawda Los?
- Prawda, prawda, ale oni mi nie pozwolą.
- Ejjj, ja Ci to proponowałem. - powiedział wtedy Mats podchodząc. - Mats.
- Rosali. No tak no ale nie chce mi się grac.
- Przyznaj, ze nie umiesz i się boisz.
- O nie, nie, nie. Umiem!
- To zagraj z nami!
- Nie.
- Oooo, no to nie umiesz!
- Umiem, założysz się?
- No dobra, zagrasz z nami mecz. Jeżeli strzelisz hat tricka przyznam Ci rację, a jeżeli nie to idziesz ze mną na kolacje.
- O nie, nie, nie. Taka umowa mi nie pasuje.
- Ooo, to ja mam lepszy pomysł! - powiedział nagle Robert.- Jak Rosali strzeli hat tricka, to przez tydzień będziesz jej robił masaż, a jak nie strzeli to ona przez tydzień będzie robiła Tobie masaż, pasuje?
- Tak. - odpowiedział Mats.
- Okej. - powiedziałam uśmiechając się cwaniacko.
Przebrałam się, trzeba się jakoś prezentować przed ludźmi. Zeszłam na dół. Czekała już tam Ann wraz z Kubą. Diany jeszcze nie było.
- Ciociu Los, ladnie wyglondas. - powiedziała mała uśmiechając się.
- Dziękuje, Ty też. - odpowiedziałam uśmiechając się. Mała miała na sobie strój Borussii, a z tyłu napis ,,Mój tata jest najlepszy". Słodkie. Po chwili zeszła Diana.
- To cio idziemy? - zapytała Ann.
- Tak. - odpowiedzieliśmy równocześnie.
*20 minut później*
Kuba poszedł się przebrać, ale wcześniej nas zaprowadził na trybuny.
- Ciooocia, a zaglamy z nimi? - zapytała Ann Diany.
- Ehh, no wiesz Ann, oni chyba nie będą chcieli z nami zagrać. - odpowiedziała.
- No, ze mnom nie, ale z Los i Tobom taak. - powiedziała uśmiechając się.
Diana wtedy spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem.
- Ann, to są chłopcy, oni nie chcą grac z dziewczynkami takimi jak my, wie nie sądzę, aby chcieli zagrać, a po za tym to kto by Cię tu pilnował? - powiedziałam.
- Nio to zlobimy tak, ze jak bendom chcieli zaglac to Ty Los sie zgodzis, a Di zostanie ze mnom, doblaa? - zapytała błagalnym wzrokiem.
- Ohh, Ann. Dobrze jak nas poproszą to zagram. - powiedziałam.
*Kuba*
Wszedłem do szatni. Prawie wszyscy już byli. Podszedłem do Łukasza i Roberta.
- Ty, Kuba, a Ty przypadkiem nie miałeś pilnować małej Sebastiana? - zapytał Robert.
- Miałem, ale w nocy przyjechała jego kuzynka z koleżanką.
- Aaaa i jesteś wolny. - zaczął śmiać się Łukasz.
- Noo, ale na dzisiejszym treningu też mamy widownie.
- Jak to? - zapytał Łukasz.
- Ooo, panienki czuje. - zaczął śmiać się Robert.
- Robert, ale radzę uważać, jedna to kuzynka Sebastiana, druga to jej przyjaciółka, a trzecia to córka Sebastiana.
- Kurde, wszystkie jakoś związane z nim.. - powiedział Robert ze smutną miną.
- A ładne?- zapytał Łukasz.
- Jak się nazywają? - zapytał Robert.
- Jego kuzynka to Diana, a jej przyjaciółka to Rosali.
- Ładne?
- Mmm, Diana jest zawsze uśmiechnięta, ma dołeczki jak się uśmiecha, opiekuńcza, miła, Sebastian coś wspominał, ze studia ukończyła jako fizjoterapeutka, a jej mama ma agencje modelek. Rosali, naturalna, uśmiechnięta, ale wygląda na nieśmiałą. Jest modelką, widziałem ją raz na jakiejś okładce gazety, ale wczoraj jej nie poznałem..
- Ej, ej, Kuba Ty masz żonę.. - odpowiedział Łukasz.
- No wiem, wiem, dla mnie Agata jest najważniejsza, ale inne też mogę podziwiać.
- Hhahaha, taaa. Dobra chodźcie idziemy na rozgrzewkę, bo tylko my tu zostaliśmy.
*Diana*
Siedziałyśmy na trybunach, gdy to do nas doleciała piłka wykopana przez chłopaków. Popatrzyłam po nich, lecz nigdzie nie było Kuby, a wraz z nim Łukasza i Roberta, czyżby wagarowali?
- Podacie? - zapytał Mats Hummels.
- A co za to będziemy miały? - zapytała Rosali.
- Hmm, Ty będziesz mogła zagrać ze mną w jednej drużynie. - odpowiedział uśmiechając się.
- Hmm, kusząca propozycja.
- To jak, skorzystasz?
- Wiesz, chyba jednak nie. Musisz wymyślec coś lepszego.
- Hmm. - zaczął zastanawiać się i wtedy z długiego tunelu wyszła Trójca Polska. - Ooo, jednak mam pomysł. ROOOBERT! - zaczął krzyczeć Mats.
- Nie drzyj się, czego chcesz? - zapytał Robert podbiegając do niego, lecz chyba nas nie zauważył.
- Goetze wykopał piłkę na trybuny i poleciała do tych pięknych pań, lecz jedna z nich, nawet nie wiem jak ma na imię powiedziała, że za darmo nam jej nie odda, zapraszałem ją już aby zagrała ze mną w jednej drużynie, lecz ona się nie zgodziła, a Ty masz taki dar przekonywania, więc ją przekonasz. - powiedział Mats, a my zaczęłyśmy się śmiać. Wtedy Robert popatrzył na nas i się uśmiechnął. Zaczął podchodzić.
- Przepraszam za niego, taki nie ogar. Robert jestem. - powiedział wyciągając rękę.
- Rosali, to jest Diana, a Ann pewnie znasz. Wtedy mała dopiero się odwróciła.
- Wuuujek Lobelt! - krzyknęła rzucając się na Roberta.
- Witaj Ann, co u Ciebie?
- Psyslam z ciociami i Los obiecala, ze jak jej pozwolicie to ona zagla, plawda Los?
- Prawda, prawda, ale oni mi nie pozwolą.
- Ejjj, ja Ci to proponowałem. - powiedział wtedy Mats podchodząc. - Mats.
- Rosali. No tak no ale nie chce mi się grac.
- Przyznaj, ze nie umiesz i się boisz.
- O nie, nie, nie. Umiem!
- To zagraj z nami!
- Nie.
- Oooo, no to nie umiesz!
- Umiem, założysz się?
- No dobra, zagrasz z nami mecz. Jeżeli strzelisz hat tricka przyznam Ci rację, a jeżeli nie to idziesz ze mną na kolacje.
- O nie, nie, nie. Taka umowa mi nie pasuje.
- Ooo, to ja mam lepszy pomysł! - powiedział nagle Robert.- Jak Rosali strzeli hat tricka, to przez tydzień będziesz jej robił masaż, a jak nie strzeli to ona przez tydzień będzie robiła Tobie masaż, pasuje?
- Tak. - odpowiedział Mats.
- Okej. - powiedziałam uśmiechając się cwaniacko.
środa, 12 grudnia 2012
ROZDZIAŁ IV
*Diana*
- Ciocia! Ciocia! Ciocia! - krzyczała mała Ann po moim łóżku budząc mnie.
- No hej Ann.
- Ciociu, a wies, ze wujek Kubus zlobil nam sniadanko.
- Ooo, no patrz jaki dobry jest ten wujek.
- Noo, a cioci co to za pani, ktola jest w tym pokoju obok?
- To jest Twoja nowa ciocia.
- Jeeest! Mam nastepnom ciocie!
- Cieszysz się?
- Taaaak
- A ciocia dwa już wstała?
- Niee, a moge isc ja obudzic?
- Taak możesz.
*Rosali*
- Ciocia dwa! Ciocia dwa! Wstawiaj, wujek Kubus zlobil sniadanko.
- Oo, Ann. - powiedziałam przecierając oczy.
- Ciocia dwa!
- Ciocia dwa?
- No bo ciocia Diana, tak pozwolila mowic.
- No skoro pozwoliła, ale możesz mówić Ros.
- Los?
- Hahahaha, możesz i Los.
- Ciocia Los! Ubielaj sie i chodź na sniadanko!
- Dobrze, dobrze, za chwilkę przyjdę.
*Diana*
Ubrałam się i zeszłam na dół. Na krześle siedziała Ann, a obok niej Kuba, który próbował ją karmić. Próbował, gdyż mała cały czas coś mówiła.
- Ann, jedz ładnie i nie mów tyle.
- Ciooociaa, a pojdziemy na tlening wujka?
- A chcesz?
- Chceeee!
- No to zapytaj wujka, czy zabierze Ciebie oraz dwie ciocie na trening. - powiedziałam uśmiechając się i siadając obok małej.
- Wuujek, zabiezes mnie, ciocie i ciocie Los na tlening? - zapytała mała Kubę.
- A co za to dostanę? - zapytał z uśmiechem.
- A chces buziaka?
- A chce. - odpowiedział uśmiechając się.
Mała wstała na krzesełko i dała soczystego buziaka Kubie w policzek. W tej chwili zeszła Ros.
- Ooo, Ros, od kiedy jesteś ciocią Los?
- Od dzisiaj. - powiedziała dumnie.
- Ooo, a wiesz, ze dzisiaj idziemy na trening Borussii?
- Ooo, miło. - odpowiedziała.
- Wuuujek, a zalozys mi ten stlój co od tatu dostalam?
- Założę.
- To chodźmy. - odpowiedziała i pociągnęła Kubę za rękę.
- Ciocia! Ciocia! Ciocia! - krzyczała mała Ann po moim łóżku budząc mnie.
- No hej Ann.
- Ciociu, a wies, ze wujek Kubus zlobil nam sniadanko.
- Ooo, no patrz jaki dobry jest ten wujek.
- Noo, a cioci co to za pani, ktola jest w tym pokoju obok?
- To jest Twoja nowa ciocia.
- Jeeest! Mam nastepnom ciocie!
- Cieszysz się?
- Taaaak
- A ciocia dwa już wstała?
- Niee, a moge isc ja obudzic?
- Taak możesz.
*Rosali*
- Ciocia dwa! Ciocia dwa! Wstawiaj, wujek Kubus zlobil sniadanko.
- Oo, Ann. - powiedziałam przecierając oczy.
- Ciocia dwa!
- Ciocia dwa?
- No bo ciocia Diana, tak pozwolila mowic.
- No skoro pozwoliła, ale możesz mówić Ros.
- Los?
- Hahahaha, możesz i Los.
- Ciocia Los! Ubielaj sie i chodź na sniadanko!
- Dobrze, dobrze, za chwilkę przyjdę.
*Diana*
Ubrałam się i zeszłam na dół. Na krześle siedziała Ann, a obok niej Kuba, który próbował ją karmić. Próbował, gdyż mała cały czas coś mówiła.
- Ann, jedz ładnie i nie mów tyle.
- Ciooociaa, a pojdziemy na tlening wujka?
- A chcesz?
- Chceeee!
- No to zapytaj wujka, czy zabierze Ciebie oraz dwie ciocie na trening. - powiedziałam uśmiechając się i siadając obok małej.
- Wuujek, zabiezes mnie, ciocie i ciocie Los na tlening? - zapytała mała Kubę.
- A co za to dostanę? - zapytał z uśmiechem.
- A chces buziaka?
- A chce. - odpowiedział uśmiechając się.
Mała wstała na krzesełko i dała soczystego buziaka Kubie w policzek. W tej chwili zeszła Ros.
- Ooo, Ros, od kiedy jesteś ciocią Los?
- Od dzisiaj. - powiedziała dumnie.
- Ooo, a wiesz, ze dzisiaj idziemy na trening Borussii?
- Ooo, miło. - odpowiedziała.
- Wuuujek, a zalozys mi ten stlój co od tatu dostalam?
- Założę.
- To chodźmy. - odpowiedziała i pociągnęła Kubę za rękę.
ROZDZIAŁ III
*Diana*
Lecimy do Dortmundu. Już za jakąś godzinę zobaczę Ann. Rosali zaraz po wejściu do samolotu zasnęła. Założyłam słuchawki, a po chwili zasnęłam. Obudził mnie głos dochodzący z głośników. ,,Proszę zapiać pasy, podchodzimy do lądowania." Obudziłam Rosali.
Gdy wylądowaliśmy wyszłyśmy z samolotu i skierowałyśmy się do miejsca z odbiorem waliz. Wzięłyśmy walizki i skierowałyśmy się do holu. Zaczęłyśmy szukać Sebastiana, lecz nigdzie Go nie było. Wyjęłam telefon i zaczęłam do niego dzwonić. Jeden sygnał... Drugi.. Trzeci.. Odebrał.
- No gdzie jesteś? - zapytałam.
- W domu.
- Co? Jak to? Przecież wiesz, że miałyśmy dzisiaj przyjechać..
- No bo Diana, wiesz co. Było coś takiego, że nasz lot z 28 przełożyli na 26 i nie chciałem Cię niepokoić, a Kuba Błaszczykowski się dobrze dogaduje z Ann no to powiedział, że się nią zajmie przez ten czas, a dzisiaj miał po Was jechać.
- Mm, jak Go nie będzie to Cię zabiję. - wysyczałam.
- Oj nie denerwuj się, bo złość piękności szkodzi. A po za tym, jakby Go nie było, chociaż sądzę, że gdzieś na Was czeka, no ale jak nie, to zaraz w sms'ie prześlę Ci adres i zamówicie taksówkę.
- Ohhh, Kehl! Dobra idź już spać, pa.
- Pa.
- I co? - zapytała Rosali.
- Mamy szukać Szanownego Jakuba Błaszczykowskiego.
- Chyba nie musimy..
- Jak to?
- Odwróć się..
- Stoi tam?
- Tak stoję tu. - powiedział jakiś głos.
Odwróciłam się, a moim oczom ukazała się postać Kuby.. Uśmiechał się.
- Powiedziałam coś, czym mogłabym Cię urazić? - zapytałam.
- Nie, chyba.. - powiedział śmiejąc się.- a tak w ogóle to Kuba jestem.
- Diana. - odpowiedziałam.
- Rosali. - powiedział moja koleżanka.
*Po jakiś 20 minutach*
Jest jakoś po szóstej. Kuba pokazał nam nasze pokoje i powiedział, ze skoro jesteśmy to jego już jutro po treningu nie będzie. Jestem bardzo zmęczona, więc położyłam się spać.
Lecimy do Dortmundu. Już za jakąś godzinę zobaczę Ann. Rosali zaraz po wejściu do samolotu zasnęła. Założyłam słuchawki, a po chwili zasnęłam. Obudził mnie głos dochodzący z głośników. ,,Proszę zapiać pasy, podchodzimy do lądowania." Obudziłam Rosali.
Gdy wylądowaliśmy wyszłyśmy z samolotu i skierowałyśmy się do miejsca z odbiorem waliz. Wzięłyśmy walizki i skierowałyśmy się do holu. Zaczęłyśmy szukać Sebastiana, lecz nigdzie Go nie było. Wyjęłam telefon i zaczęłam do niego dzwonić. Jeden sygnał... Drugi.. Trzeci.. Odebrał.
- No gdzie jesteś? - zapytałam.
- W domu.
- Co? Jak to? Przecież wiesz, że miałyśmy dzisiaj przyjechać..
- No bo Diana, wiesz co. Było coś takiego, że nasz lot z 28 przełożyli na 26 i nie chciałem Cię niepokoić, a Kuba Błaszczykowski się dobrze dogaduje z Ann no to powiedział, że się nią zajmie przez ten czas, a dzisiaj miał po Was jechać.
- Mm, jak Go nie będzie to Cię zabiję. - wysyczałam.
- Oj nie denerwuj się, bo złość piękności szkodzi. A po za tym, jakby Go nie było, chociaż sądzę, że gdzieś na Was czeka, no ale jak nie, to zaraz w sms'ie prześlę Ci adres i zamówicie taksówkę.
- Ohhh, Kehl! Dobra idź już spać, pa.
- Pa.
- I co? - zapytała Rosali.
- Mamy szukać Szanownego Jakuba Błaszczykowskiego.
- Chyba nie musimy..
- Jak to?
- Odwróć się..
- Stoi tam?
- Tak stoję tu. - powiedział jakiś głos.
Odwróciłam się, a moim oczom ukazała się postać Kuby.. Uśmiechał się.
- Powiedziałam coś, czym mogłabym Cię urazić? - zapytałam.
- Nie, chyba.. - powiedział śmiejąc się.- a tak w ogóle to Kuba jestem.
- Diana. - odpowiedziałam.
- Rosali. - powiedział moja koleżanka.
*Po jakiś 20 minutach*
Jest jakoś po szóstej. Kuba pokazał nam nasze pokoje i powiedział, ze skoro jesteśmy to jego już jutro po treningu nie będzie. Jestem bardzo zmęczona, więc położyłam się spać.
ROZDZIAŁ II
*Rosali*
Weszłam do salonu, a tam siedział Sebastian Kehl.
- Rosali to Sebastian, Sebastian to Rosali. - powiedziała Diana.
- Cześć. - powiedział chłopak wyciągając rękę.
- Heej. - powiedziałam podając mu moją rękę.
- No to tak, Rosali wiem, gdzie możemy spędzić wakacje.- powiedziała Diana
- Gdzie?
- Sebastian chce wyjechać z Agathą na wakacje do Hiszpanii, lecz takie wakacje we dwoje, więc poprosili mnie abym się zajęła Ann, a Ty jedziesz razem ze mną. Bo mamy jechać do Dortmundu. Zgadzasz się na to?
- Jeszcze się pytasz? JASNE!
- No widzisz Sebastian nie ma kłopotu. - powiedziała Diana.
- Dziękuję Wam, dobra ja się zbieram, bo samolot mam za jakąś godzinę.
- To Ty już dzisiaj wracasz? - zapytała Diana.
- No taaak. Ale widzimy się 28 czerwca. Bilety macie już załatwione. To pa. - powiedział kierując się do drzwi.
- Paa. - powiedziałam.
Zaś Diana poszła Go odprowadzić. Po chwili już wróciła.
- No to wakacje mamy już zaplanowane. - powiedziała.
- Całe? - zapytałam.
- Taak, bo oni jakoś w sierpniu wracają.
- Aaa, no chyba, ze tak.
*26 czerwca*
- Diana! Wejdźmy jeszcze tutaj! PROOOOSZĘ!
- Rosali, ale to już ostatni sklep do jakiego wchodzimy.
- No doobra, ale potem idziemy do tej cukierni.
- Ohh, no niech Ci będzie.
Weszłyśmy do środka. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to koronkowa sukienka.
- Diana, co myślisz o niej? - zapytałam pokazując moje znalezisko przyjaciółce.
- Przymierz. - powiedziała.
Po chwili wyszłam ubrana w sukienkę.
- No, no, no. Podoba mi się ta sukienka. - powiedziała
Gdy się przebrałam i kupiłam te sukienkę poszłyśmy do cukierni.
Weszłam do salonu, a tam siedział Sebastian Kehl.
- Rosali to Sebastian, Sebastian to Rosali. - powiedziała Diana.
- Cześć. - powiedział chłopak wyciągając rękę.
- Heej. - powiedziałam podając mu moją rękę.
- No to tak, Rosali wiem, gdzie możemy spędzić wakacje.- powiedziała Diana
- Gdzie?
- Sebastian chce wyjechać z Agathą na wakacje do Hiszpanii, lecz takie wakacje we dwoje, więc poprosili mnie abym się zajęła Ann, a Ty jedziesz razem ze mną. Bo mamy jechać do Dortmundu. Zgadzasz się na to?
- Jeszcze się pytasz? JASNE!
- No widzisz Sebastian nie ma kłopotu. - powiedziała Diana.
- Dziękuję Wam, dobra ja się zbieram, bo samolot mam za jakąś godzinę.
- To Ty już dzisiaj wracasz? - zapytała Diana.
- No taaak. Ale widzimy się 28 czerwca. Bilety macie już załatwione. To pa. - powiedział kierując się do drzwi.
- Paa. - powiedziałam.
Zaś Diana poszła Go odprowadzić. Po chwili już wróciła.
- No to wakacje mamy już zaplanowane. - powiedziała.
- Całe? - zapytałam.
- Taak, bo oni jakoś w sierpniu wracają.
- Aaa, no chyba, ze tak.
*26 czerwca*
- Diana! Wejdźmy jeszcze tutaj! PROOOOSZĘ!
- Rosali, ale to już ostatni sklep do jakiego wchodzimy.
- No doobra, ale potem idziemy do tej cukierni.
- Ohh, no niech Ci będzie.
Weszłyśmy do środka. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to koronkowa sukienka.
- Diana, co myślisz o niej? - zapytałam pokazując moje znalezisko przyjaciółce.
- Przymierz. - powiedziała.
Po chwili wyszłam ubrana w sukienkę.
- No, no, no. Podoba mi się ta sukienka. - powiedziała
Gdy się przebrałam i kupiłam te sukienkę poszłyśmy do cukierni.
ROZDZIAŁ I
*Diana*
- No to o co chodzi? - zapytałam Sebastiana.
- No bo wiesz, chcemy wyjechać na wakacje do Hiszpanii.
- Noo, to mała Ann się ucieszy.
- No właśnie i tu jest problem.
- Jaki?
- No bo doszedłem do wniosku z Agathą, że może polecielibyśmy bez Ann. Taki romantyczny wyjazd we dwoje, no i..
- No i chcesz, abym zaopiekowała się Ann? - zapytałam.
- Jakbyś mogła. Znaczy wiesz, to by było coś takiego, że przylecisz do nas do Dortmundu, ja Ci wszystko wytłumaczę co, jak i gdzie, a następnego dnia ja z Agathą polecimy do Hiszpanii. Zgadzasz się na to?
- A co z Twoimi treningami z Borussii?
- Wziąłem urlop.. To jak zgadzasz się? - zapytał z niepewnym uśmiechem.
- Pod jednym warunkiem.
- Jakim?
- Że razem ze mną pojedzie Rosali..
- Nooo, to jest jeszcze lepszy pomysł, Mała będzie miała więcej cioć! - powiedział uśmiechając się.
- No dobra, to kiedy jedziecie?
- A kiedy wy kończycie te studia?
- Dzisiaj mamy ostatnie lekcje i te wszystkie poprawy, a już w poniedziałek kończymy to i nareszcie będziemy wolne od szkoły!
- Ooo, to bardzo dobrze, bo my wyjazd mamy 28 czerwca.
- A kiedy wracacie?
- Znaczy wiesz, jeżeli to nie byłby kłopot to 26 sierpnia mamy samolot powrotny. Zgadzasz się?
- No jasne, wiesz że czas spędzony z Ann jest wspaniały.
- Taaa.
- Ej, czekaj Ann teraz będzie miała 3 latka?
- Taak.
- Noo, to jej zrobimy imprezę niespodziankę.- powiedziałam śmiejąc się.
- Ej, Diana, ona ma dopiero trzy lata. - powiedział przestraszony.
- Oj przecież wiesz, ze tam alkoholu nie będzie.- powiedziałam przez śmiech.
- Ohh, no dobra. - powiedział.
Po chwili zadzwonił znowu dzwonek.
- To pewnie Rosali. - powiedziałam.
Poszłam otworzyć. Przed drzwiami stała Rosali.
- Idziemy? - zapytała.
- Zaraz, chodź Cię z kimś zapoznam i powiem gdzie spędzimy wakacje.- powiedziałam uśmiechając się.
-Ehh, no dobra.
Rosali weszła do środka,
- To gdzie mam iść? - zapytała.
- Do salonu.
CHCIAŁABYM OD RAZU POWIEDZIEĆ, ŻE NIE WIEM CZY SEBASTIAN MA ŻONĘ, BO NIGDZIE NIE MOGĘ ZNALEŹĆ TYCH INFORMACJI! :)
- No to o co chodzi? - zapytałam Sebastiana.
- No bo wiesz, chcemy wyjechać na wakacje do Hiszpanii.
- Noo, to mała Ann się ucieszy.
- No właśnie i tu jest problem.
- Jaki?
- No bo doszedłem do wniosku z Agathą, że może polecielibyśmy bez Ann. Taki romantyczny wyjazd we dwoje, no i..
- No i chcesz, abym zaopiekowała się Ann? - zapytałam.
- Jakbyś mogła. Znaczy wiesz, to by było coś takiego, że przylecisz do nas do Dortmundu, ja Ci wszystko wytłumaczę co, jak i gdzie, a następnego dnia ja z Agathą polecimy do Hiszpanii. Zgadzasz się na to?
- A co z Twoimi treningami z Borussii?
- Wziąłem urlop.. To jak zgadzasz się? - zapytał z niepewnym uśmiechem.
- Pod jednym warunkiem.
- Jakim?
- Że razem ze mną pojedzie Rosali..
- Nooo, to jest jeszcze lepszy pomysł, Mała będzie miała więcej cioć! - powiedział uśmiechając się.
- No dobra, to kiedy jedziecie?
- A kiedy wy kończycie te studia?
- Dzisiaj mamy ostatnie lekcje i te wszystkie poprawy, a już w poniedziałek kończymy to i nareszcie będziemy wolne od szkoły!
- Ooo, to bardzo dobrze, bo my wyjazd mamy 28 czerwca.
- A kiedy wracacie?
- Znaczy wiesz, jeżeli to nie byłby kłopot to 26 sierpnia mamy samolot powrotny. Zgadzasz się?
- No jasne, wiesz że czas spędzony z Ann jest wspaniały.
- Taaa.
- Ej, czekaj Ann teraz będzie miała 3 latka?
- Taak.
- Noo, to jej zrobimy imprezę niespodziankę.- powiedziałam śmiejąc się.
- Ej, Diana, ona ma dopiero trzy lata. - powiedział przestraszony.
- Oj przecież wiesz, ze tam alkoholu nie będzie.- powiedziałam przez śmiech.
- Ohh, no dobra. - powiedział.
Po chwili zadzwonił znowu dzwonek.
- To pewnie Rosali. - powiedziałam.
Poszłam otworzyć. Przed drzwiami stała Rosali.
- Idziemy? - zapytała.
- Zaraz, chodź Cię z kimś zapoznam i powiem gdzie spędzimy wakacje.- powiedziałam uśmiechając się.
-Ehh, no dobra.
Rosali weszła do środka,
- To gdzie mam iść? - zapytała.
- Do salonu.
CHCIAŁABYM OD RAZU POWIEDZIEĆ, ŻE NIE WIEM CZY SEBASTIAN MA ŻONĘ, BO NIGDZIE NIE MOGĘ ZNALEŹĆ TYCH INFORMACJI! :)
PROLOG
*Diana*
Leżąc na łóżku rozmyślałam, co z Rosali możemy robić w te wakacje. Jest już 22 czerwca, a my nadal nie wiemy gdzie jechać. W tamtym roku mieliśmy plany już w maju, a teraz co, czerwiec, a my nadal nie wiemy gdzie jechać. Usłyszałam dźwięk mojego telefonu. Leżał gdzieś w szafce. Co on tam robił? Dobra, nieważne. Zeszłam z łóżka i wyjęłam telefon. Dzwoniła Rosali.
- Hejka śpiochu, mam nadzieję, że Cię obudziłam. - powiedziała.
- Hej, niestety muszę Cię rozczarować, gdyż nie śpię już od około godziny.
- Łooooł, coś nowego. Wiesz, ze dzisiaj zajęcia mamy o 12:30, a jest jakoś po ósmej, to może pójdziemy na zakupy?
- Hmm, kusząca propozycja, lecz ja mam inny pomysł.
- Jaki?
- Nie wiemy gdzie się wybrać na wakacje, a jest już coraz bliżej, to pójdziemy na zakupy, a potem na lody i na spacer i coś wymyślimy.
- Oooo, to bardzo dobry pomysł. To co za 10 minut u Ciebie?
- Co?! Ja nie zdążę się ogarnąć, a co dopiero mieszkanie!
- Ojej, no tak. To za ile?
- Za godzinę. - powiedziałam śmiejąc się.
- Dooobra, to do zobaczenia.
- Papa.- powiedziałam rozłączając się. Teraz trzeba ogarną pokój.
Ubrałam się i poszłam do pokoju obok zjeść śniadanie. Po 10 minutach zaczęłam sprzątać. Nie było aż tak źle, bo wczoraj przyjechała Vanessa - moja siostra z mamą. Opowiadały mi jak to jest fajnie być modelką. Szczerze, to wiem jak to jest, bo przecież kiedyś chciałam nią być i miałam różne sesje i takie tam, ale potem zakochałam się w piłce nożnej i jakos tak wyszło, ze modeling przeskoczył na drugie miejsce. W tym roku kończę studia z fizjoterapii. Jest to tak jakby rehabilitacja medyczna. Jednak przez to nie utraciłam kontaktu z modelingiem, bo Rosali jest początkującą modelką, a nieraz mnie zabiera na te swoje sesje.
Po około 30 minutach wszystko ogarnęłam, więc usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor. Leciała powtórka meczu Borussii. Chociaż wiedziałam, że to własnie oni wygrają 3:2 to i tak oglądałam. Po jakimś czasie usłyszałam dzwonek. Wyłączyłam telewizor i założyłam buty. Otworzyłam drzwi, a przede mną nie stała Rosali, lecz Sebastian.
- Sebastian! - wykrzyczałam ,,rzucając" się na niego.
- Mała, a Ty gdzieś się wybierasz?
- No bo umówiłam się z Rosali i myślałam, ze to ona.
- Oooo, no proszę.
- Ej, a co Ty tu ogólnie robisz?
- Co już mojej kochanej kuzynki nie można odwiedzić?
- Hmm, no nie wiem, rzadko kiedy to robisz, więc co tu robisz?
- Ehhh, no tak. A co nie chcesz mnie?
- Oczywiście, ze chce, ale coś czuje, że masz jakieś kłopoty..
- No troochę.
- Dobra, wchodź, bo zapomniałam Cię zaprosić do środka i opowiesz o co chodzi. - powiedziałam zapraszając go do środka gestem ręki.
Leżąc na łóżku rozmyślałam, co z Rosali możemy robić w te wakacje. Jest już 22 czerwca, a my nadal nie wiemy gdzie jechać. W tamtym roku mieliśmy plany już w maju, a teraz co, czerwiec, a my nadal nie wiemy gdzie jechać. Usłyszałam dźwięk mojego telefonu. Leżał gdzieś w szafce. Co on tam robił? Dobra, nieważne. Zeszłam z łóżka i wyjęłam telefon. Dzwoniła Rosali.
- Hejka śpiochu, mam nadzieję, że Cię obudziłam. - powiedziała.
- Hej, niestety muszę Cię rozczarować, gdyż nie śpię już od około godziny.
- Łooooł, coś nowego. Wiesz, ze dzisiaj zajęcia mamy o 12:30, a jest jakoś po ósmej, to może pójdziemy na zakupy?
- Hmm, kusząca propozycja, lecz ja mam inny pomysł.
- Jaki?
- Nie wiemy gdzie się wybrać na wakacje, a jest już coraz bliżej, to pójdziemy na zakupy, a potem na lody i na spacer i coś wymyślimy.
- Oooo, to bardzo dobry pomysł. To co za 10 minut u Ciebie?
- Co?! Ja nie zdążę się ogarnąć, a co dopiero mieszkanie!
- Ojej, no tak. To za ile?
- Za godzinę. - powiedziałam śmiejąc się.
- Dooobra, to do zobaczenia.
- Papa.- powiedziałam rozłączając się. Teraz trzeba ogarną pokój.
Ubrałam się i poszłam do pokoju obok zjeść śniadanie. Po 10 minutach zaczęłam sprzątać. Nie było aż tak źle, bo wczoraj przyjechała Vanessa - moja siostra z mamą. Opowiadały mi jak to jest fajnie być modelką. Szczerze, to wiem jak to jest, bo przecież kiedyś chciałam nią być i miałam różne sesje i takie tam, ale potem zakochałam się w piłce nożnej i jakos tak wyszło, ze modeling przeskoczył na drugie miejsce. W tym roku kończę studia z fizjoterapii. Jest to tak jakby rehabilitacja medyczna. Jednak przez to nie utraciłam kontaktu z modelingiem, bo Rosali jest początkującą modelką, a nieraz mnie zabiera na te swoje sesje.
Po około 30 minutach wszystko ogarnęłam, więc usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor. Leciała powtórka meczu Borussii. Chociaż wiedziałam, że to własnie oni wygrają 3:2 to i tak oglądałam. Po jakimś czasie usłyszałam dzwonek. Wyłączyłam telewizor i założyłam buty. Otworzyłam drzwi, a przede mną nie stała Rosali, lecz Sebastian.
- Sebastian! - wykrzyczałam ,,rzucając" się na niego.
- Mała, a Ty gdzieś się wybierasz?
- No bo umówiłam się z Rosali i myślałam, ze to ona.
- Oooo, no proszę.
- Ej, a co Ty tu ogólnie robisz?
- Co już mojej kochanej kuzynki nie można odwiedzić?
- Hmm, no nie wiem, rzadko kiedy to robisz, więc co tu robisz?
- Ehhh, no tak. A co nie chcesz mnie?
- Oczywiście, ze chce, ale coś czuje, że masz jakieś kłopoty..
- No troochę.
- Dobra, wchodź, bo zapomniałam Cię zaprosić do środka i opowiesz o co chodzi. - powiedziałam zapraszając go do środka gestem ręki.
BOHATEROWIE
DIANA FOSTER
ROSALI COLLINS
ŁUKASZ PISZCZEK
JAKUB BŁASZCZYKOWSKI
ROBERT LEWANDOWSKI
SEBASTIAN KEHL
Wiek: 22 lat
Urodziny: 2 lipca
RODZINA:
Mama: Szefowa agencji modelek
Tata: Właściciel kancelarii prawniczej
Siostra: Modelka
Zainteresowania: Piłka nożna, modeling
Opis: Diana jest miła. Uwielbia grac w piłkę nożną. Lubi też nieraz poimprezować.Ma kuzyna Sebastiana Kehla. Jest on piłkarzem Borussii Dortmund. Diana bardzo dobrze się z nim dogaduje. Jest wiernym kibicem Borussii. Ogląda każdy ich mecz, lecz nigdy nie była na ich meczu na żywo. Uwielbia czas spędzać ze swoją przyjaciółką Rosali.
Wiek: 22 lata
Urodziny: 19 sierpnia
RODZINA:
Mama: Sławna projektantka mody
Tata: Biznesmen
Zainteresowania: piłka nożna, moda, fotografia
Opis: Rosali jest miłą, nieśmiałą dziewczyną. Uwielbia grac w piłkę nożną. Kiedyś kibicowała Realowi, ale ze względu na przyjaciółkę kibicuję Borussii. Uwielbia robić zdjęcie, ale też pozować do nich. W wolnych chwilach lubi posłuchać jakiejś muzyki, pójść gdzieś na zakupy lub spotkać się z przyjaciółką. Lubi z nią spędzać swój czas.
Opis: Polski reprezentant w piłce nożnej. Gra również w Borussii Dortmund.
Opis: Tak samo jak Łukasz gra w Borussii i Reprezentacji Polski.
Opis: Jest trzecią osobą z Polski, która należy do Borussii.
Opis: Jest Niemcem, który gra w Borussii Dortmund. Kuzyn Diany Foster.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





